szablon wykonała: Lunaye

piątek, 14 grudnia 2018

GRA Od Yin CD Chloris

- Uważajcie! - zawołałam. Właśnie wtedy utworzyłam kopułę wokół naszej trójki. Dostrzegłam, iż ktoś się kryje i atakuje. W tym samym momencie udało mi się złapać ową osobę w pułapkę.
- Czym jesteś? - spytałam.
- Twoją zgubą. - odrzekła. Zatrzymałam ich, żeby nie szli po czym. Ułożyłam dłoń na stworzenia głowie. Zamknęłam oczy, a wtedy po cichu wypowiedziałam pół zaklęcia, gdyż ktoś mnie złapał i odciągnął. Nim się zorientowałam, stworzenia już było pyłem.
- Coś ty sobie myślała?! - warknął Josh.
- Dowiedziałaś się czegoś? - spytał Rayan.
- To nie Łowcy. Odwołaj ich Josh, zanim się rozpęta wojna. - powiedziałam szybko. Alfa nie chciał mnie słuchać. Westchnęłam, po czym podeszłam do ciał.
Dotknęłam ich, choć były zimne, po kolei ich dotykałam, by wypowiedzieć cześć zaklęcia.. Właśnie wtedy pojawiły się duchy.
- To się nie utrzyma, długo. Powiedzcie im, kto to zrobił. - powiedziałam.
- To nie Łowcy.
- Chcieli by tak wyglądało.
- Chcieli zwalić na nich winę.
- To oni.
- Składają ofiary.
- Próbują kogoś przywrócić.
- Już niedługo.
- Musicie.
- Zabijcie ich, szybko.
- Las, tam są.
- Yin, dziękujemy.
Po czym zniknęli. Kopula zniknęła, a ja musiałam, otrzeć nos z krwi. Zwykle tak się nie dzieje. Josh odszedł, by się skontaktować z resztą. Chciałam coś dodać, ale Rayan poszedł zamiast mnie. Wyjęłam telefon, by zaalarmować syreny.
Napisałam też do Raven, co wiem. Choć Łowcy nie polują na córkę wampirów. Poczułam zapach krwi, wiedziałam, że głód płonie. Nie mogłam, tego zignorować. Widziałam jak Josh, się spojrzał, po czym zniknęłam mu z oczu. Znalazłam nieopodal, pół żywą dziewczynę. Jej ciało było w znakach. Znalazłam je, ale mimo to wgryzłam się w jej szyję. Piłam, poczułam jej dotyk i niezrozumiałe słowa. Bądź nie chciałam zrozumieć. Głód też mógł być tak silny, że nie mogłam wytrzymać.
Przerwałam, dopiero gdy poczułam jak ktoś nade mną stoi. Oderwałam się od jej szyi i wytarłam wargi z krwi, kły się schowały. Podniosłam się i ruszyłam przed siebie..
- To gdzie idziemy? - spytał Rayan.
- Do lasu. Tam są te potwory. Przykro mi, że waszym towarzyszom coś takiego się stało. - powiedziałam. Choć czułam napięcie. Nic z tym nie zrobiłam.

Droga wydawała się przeciągać, ale nikt nie przerwał ciszy. Dopiero na miejscu, przy wejściu do lasu, byli to czarownicy, syreny, czy też inne rasy. Nawet Łowcy, jakby czekali na jakiś moment. Podeszłam do jednej z syren.
- Na co czekacie? - spytałam Chloris.
Dziewczyna ruszyła naprzód, a ja za nią, choć słyszałam za sobą słowa, ale jakieś takie odległe.
- Gdy poinformowałaś nas i łowców, to wszyscy się zebrali i czekają. - powiedziała dziewczyna.
Stanęłam, dopiero gdy poczułam krew.
- Czuje krew. - powiedziałam, po czym podniosłam rękę i pokazałam gdzie.
(napisano 13.12.2018
czas następnego 21.12.2018)

czwartek, 13 grudnia 2018

Od Isleen CD Alana

- Co to? - Zapytał chłopak, a ja szybko podniosłam się z łóżka i schowałam zawartość pudełeczka w szufladzie, do której kluczyk zawsze miałam ze sobą. W tej szufladzie trzymałam różne ważne dla mnie rzeczy, takie jak na przykład srebrny puginał, który był pamiątką po moim ojcu.
- Nic takiego. Porozmawiamy o tym po naszym wolnym. - Ucięłam szybko. Alan spojrzał na mnie mrużąc podejrzliwie oczy. - Proszę. - Dodałam w nadziei, że chłopak zgodzi się to na jakiś czas odłożyć, bo na razie naprawdę nie miałam ochoty się z tym wszystkim użerać i chciałam spędzić miło czas z Alanem. Widziałam, że chciał coś powiedzieć, ale w końcu westchnął ciężko i zgodził się na razie dać sobie z tym spokój. Odetchnęłam z ulgą i przyjrzałam mu się.
- Dlaczego jesteś ubrany? Nie kładziesz się jeszcze spać? - Zapytałam zdziwiona.
- To nic takiego. Szukałem Ortrosa. Nie wiedziałem, że jest z tobą. - Mruknął, przyglądając się ogarowi z dziwną ostrożnością.
- Tak, przyszedł do mnie w nocy i położył się obok mnie. Naprawdę, powinien zrzucić trochę kilo. Myślałam, że stracę czucie w nogach, kiedy mi się na nich uwalił. - Prychnęłam z wyrzutem w stronę psa na sterydach. Ortros przybrał minę pod tytułem "Niczego nie żałuję. Odwal się. Nie jestem taki gruby." po czym zeskoczył z mojego łóżka i wielce obrażony wyszedł z mojego pokoju.
- Cieszę się, że jesteś bezpieczna. - Powiedział co mnie zdziwiło.
- A dlaczego miałabym nie być bezpieczna? Coś się stało? - Zapytałam. Alan wyglądał jakby bił się z własnymi myślami, ale w końcu mi odpowiedział.
- Nie, to nic takiego. Po prostu... Powiedzmy, że przyśnił mi się koszmar... - Mruknął, a ja patrzyłam na niego zadziwiona i zarazem zmartwiona jego stanem psychicznym. To ja z naszej dwójki byłam tą, której koszmary nie dawały w nocy spać, a poza tym nie mogłam sobie wyobrazić by Alana Huntera przestraszył na śmierć jakiś koszmar. Po prostu to było nie do pomyślenia.
- Skoro masz koszmary to zawsze możesz spać ze mną jeśli się boisz, że potwór wyjdzie z szafy, by cię zjeść. - Zażartowałam, chcąc rozładować atmosferę, co najwyraźniej mi się udało, bo już po chwili Alan uniósł figlarnie brew i się zaśmiał. Po chwili chłopak wylądował na moim łóżku, całkowicie się na nim rozkładając.
- Co robisz? - Zapytałam zdziwiona.
- Korzystam z twojej propozycji. Boję się, że zły potwór wyjdzie z szafy i mnie zje, więc chyba nie mam innego wyjścia jak spać z tobą! - Uśmiechnął się do mnie, starając się powstrzymać śmiech. Pokręciłam głową z rozbawieniem i podeszłam do chłopaka, a ten od razu przyciągnął mnie do siebie. Od razu wygodnie ułożyłam się w jego ramionach i wtuliłam się w niego niczym mała dziewczynka. To dziwne, ale Alan był jedyną osobą, przy jakiej czułam się bezpiecznie. Nie myślał, że coś jest ze mną nie tak, tylko mi wierzył. Ba! On był taki sam jak ja!
- Rozbierz się. - Nakazałam.
- Ostro. Nie wiedziałem, że masz zadatki na dominę. - Zachichotał, a ja uderzyłam go w ramię i sama zaczęłam chichotać. Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że to naprawdę mogło źle zabrzmieć.
- Nie o to mi chodziło. Po prostu... Pewnie jest ci tak niewygodnie. - Wytłumaczyłam się.
- Mhm, jasne. Przyznaj już po prostu, że chcesz zobaczyć mnie bez koszulki. - Zaśmiał się, a ja po raz kolejny uderzyłam go w ramię, również się śmiejąc.
- Oczywiście, marzę o tym dniami i nocami. - Powiedziałam sarkastycznym tonem, ale mimo wszystko to była trochę prawda. Tak trochę bardzo mocno prawda.

<Alan?> Wybacz, że tak długo mi to zajęło. Następnym razem postaram się odpisywać szybciej i więcej ;)

GRA Od Rayan'a CD Yin

Nie było wilkołaka, który nie odliczał by dni do miesięcznej pełni. Lecz w tym miesiącu było inaczej, to jedna z niewielu pełni którą wyczekują wszyscy bez wyjątku. Dzięki tych kilku minut kiedy księżyc zostanie przysłonięty możemy zachować całkowitą kontrolę. O tym zjawisku wiedział każdy wilkołak już od przeszło 50 lat. Fakt że Halloween wypada w tą samą noc uznawałem za małą ironię losu. Każdy likan w tą noc chce pobyć sobą, chce przemienić się zachowując kontrolę. Niestety w Halloween jest to wręcz niemożliwe. Wszystkie miejsca w których bezkarnie mogli byśmy się przemienić w tym dniu będą zajęte przez pijanych imprezowiczów. Znając nasz własny gatunek wiedziałem że to i tak nie zmusi wilków by zostali w zamknięciu nie kiedy w pełnie wypada zaćmienie. Czułem że będą kłopoty, choć teoretycznie nie należałem już do watahy praktyka wyglądała nie co inaczej. Joseph znów nie przypilnuje watahy, która zapewne wpakuje się w kłopoty. Miejmy tylko nadzieje że łowcy będą zbyt zajęci czarownicami, demonami i elfami żeby zwracać uwagę na nas. Marzenia ściętej głowy...
Od trzech dni nie miałem żadnego kontaktu z Joseph'em ani nikim ze stada.
Spojrzałem zaspany na wyświetlacz telefonu, który wściekle dzwonił już trzeci raz.
- Słucham - mruknąłem do słuchawki
- Gdzie jesteś? - spytał mój rozmówca, którego głos nie mogłem rozpoznać. Chyba wczoraj zdecydowanie przesadziłem z alkoholem.
- A kto pyta? - dopytałem przecierając oczy i spoglądając na zegarek. Była już 15.30
- Nachlałeś się - zauważył logicznie. Brawo za spostrzegawczość kolego. - David, wczoraj obiecałeś że pomożesz mi w barze. Świta ci coś? - czy mi coś świta? Nie bardzo musiałem naprawdę nieźle się nachlać że miałem taką pustkę w głowie. - Zbieraj zadek i przychodź do baru dam ci coś na kaca.
Naprawdę nie wiedziałem czy faktycznie coś mu obiecałem czy po prostu chlałem u niego w barze a ten stwierdził że wykorzysta sytuacje, ale nie zastanawiając się zbytnio zebrałem się i ruszyłem do Davida. Droga do baru była zdecydowanie zbyt krótka.
- Nareszcie - ucieszył się czarownik wychodząc za baru podając mi parujący kubek
- Co to? - dopytałem wąchając miksturkę o dziwnym kolorze
- Coś na wzmocnienie nic ci nie będzie
Jeszcze raz spojrzałem na zawartość kubka następnie na Davida. Wzruszyłem ramionami i wypiłem cały płyn na jeden raz. Nie był wcale taki zły co przyjąłem za dobrą oznakę.
***
Faktycznie David wykorzystał moje upojenie alkoholowe na swoją korzyść. Przyniósł mi nawet naszą umowę z moim ledwo czytelnym podpisem. Cudownie. Tak to jest chlać samemu w barze czarownika manipulatora. Stałem za barem zastępując jednego z jego barmanów przez cały dzień. Tak również miała wyglądać najlepsza pełnia odkąd jestem wilkołakiem.
~Ray ~ usłyszałem w myślach głos Joseph'a. Tak mnie zaskoczył jego nagły kontakt i emocje które od niego odebrałem, że wypuściłem z rąk polerowaną szklankę. Alfa jest mistrzem ukrywania swoich emocji więc jego wściekłość mieszana ze strachem udzieliła się również mi. 
~ Co jest?   
~ Przyjdź jak najszybciej, James i Sara nie żyją
Krótka wiadomość, krótki komunikat i nakaz. Cały Joseph, a jednak tym razem nie zamierzał ukrywać swoich emocji. James i Sara jedni z najmłodszych w watasze. Choć staram się nie przywiązywać do nowicjuszy z tą trójką James'em, Sarą i Colinem łączyła mnie dość silna więź, która okazała się silniejsza niż rozkazy alfy. Zamknąłem oczy starając się wyczuć ich obecność. Z całej trójki czułem tylko Colina.
- David muszę iść - wrzasnąłem i nie czekając aż David przyjdzie i nie zważając na tłum wybiegłem z baru. Na ulicach już tłoczyły się dzieci w mrocznych przebraniach i koszyczkami na cukierki. Spotkałem nawet chłopca w przebraniu wilkołaka. Zawsze zwracałem na to uwagę ale dziś tylko pobieżnie to rejestrowałem.
~ Nie żyje Harry 
~ Nina 
~ Sam
Joseph wymieniał kolejne imiona. Wszystko czy byli, ich myśli, emocje wszystko znikało wraz z wymienionym imieniem. Gdy byłem w połowie drogi do hotelu Joseph już naliczył 20 osób. Wiedziałem że to jednak nie koniec. Czułem panikę całej watahy, a alfa nie zamierzała ich uspokajać.
- Jak łazisz - wściekły głos dziewczyny przywrócił mnie do rzeczywistości. - Rayan?
Podniosłem wzrok napotykając spojrzenie Yin.
- Sorki - przeprosiłem nie zwalniając
- Czujesz? Coś się święci - zauważyła zrównując się ze mną
Czy czułem? Oczywiście że czułem. Dziś Halloween najgorsze mendy wyłażą z najgłębszych czeluści. Elfy biegają z duchami a czarownice zmieniają się w mini bogów. Jasne że coś się święci.
- Wybacz Yin nie mam czasu - wypaliłem starając się zapanować nad nagłą potrzebą przemiany.
- Giną ludzie - zauważyła logicznie
- Tak Yin zginęło już co najmniej 20 moich. - warknąłem
Yin nie odezwała się już słowem ale przyspieszyła. Przez ten czas kiedy pokonałem pozostałą część drogi zginęło jeszcze 8 naszych.
- To łowcy - warknął wściekły Joseph jak tylko przekroczyłem próg hotelu - a ona tu czego?
- Też się ciesze że cię widzę Josh - zaczęła dziewczyna
- Skąd wiesz że łowcy? - przeszedłem do rzeczy
Alfa zrobił krok w bok pokazując mi zwłoki James'a.
- Został zabity srebrem! Kto inni niż łowcy? - warknął, a z palców wystrzeliły mu pazury - Złożymy im wizytę. Czekałem tylko na ciebie.
- Gdzie reszta? - dopytałem zauważając że w hotelu prócz naszej trójki nie wliczając zwłok nie ma nikogo więcej.
- Kazałem wszystkim ruszyć pod siedzibę łowców. Ruszamy?
Spojrzałem na James'a, nie było żadnych złudzeń. Chłopak został zabity srebrnym ostrzem wbitym w serce.
- Ruszamy - przytaknąłem
(napisano 13.12.2018
czas następnego 21.12.2018)
    

piątek, 7 grudnia 2018

Od Zhavi cd Alana

- Raven, mimo iż wiedźma pomogła, jest z nią źle. - powiedziałam do dziewczyny. Raven kiwnęła głowa, po czym wypchnęła mnie z pokoju, jak i Alana. Chciałam wejść, ale właśnie wtedy zjawiły się inne osoby, tzn. Wiedźmy, czy też kapłanki, znachorki czy inne tam.
Odebrałam mu papierosa, aby się zaciągnąć i odetchnąć.
- Serafina jest hybrydą. Czarownicy, wilkołaka i wampira. Znamy się od dziecka, choć ona żyje nieco dłużej.. Walczyłyśmy i mnie osłoniła, po czym nie mogła zmienić się w człowieka, a teraz jakby to coś wciąż w niej było. Wiele razy pomogła Raven, jak i reszcie i dlatego ma tu wstęp. - powiedziałam. Po czym złapałam się za brzuch.. Alan niemal od razu zareagował.
- Co się dzieje? - spytał. Ach, ta troska.
- Mam połączenie z Serafiną, czuję jej ból, jej emocje. - powiedziałam. Pociągnęłam koszulkę, a wtem ujrzałam jak mój brzuch, robi się czarny. Wiedziałam, że jest źle i to bardzo. ~ Muszą się pośpieszać, inaczej ona umrze, a ja wraz z nią. - powiedziałam do siebie w myślach. Słyszałam głos Alana. Nawet się o niego oparłam, aby wejść do pokoju. Zobaczyłam, Serafinę, ale tuż po tym czułam senność.. Widziałam, jak Alan, jak i reszta także tracą przytomność. Nie wiem, co się dalej działo.

Alan?

czwartek, 6 grudnia 2018

Od Alana CD Zhavi'a

Osobiście nigdy nie rozmawiałem z Zhavi'ą wiedziałem oczywiście że należy do łowców Las Vegas, wiedziałem jak wygląda. Lecz na tym moja wiedza o dziewczynie się kończyła. Była jak jedna wielka zagadka. Więc kiedy zobaczyłem ją w sali treningowej było oczywiste że spróbuje poznać dziewczynę. Są chwilę że lepiej jest nie wiedzieć ale za dużo niewiadomych w tym fachu prowadzi do śmierci.
Kiedy rzuciła mi kij złapałem go nie mal odruchowo. Czy chciałem z nią trenować? Miałem ogromnie dużo roboty, no i obiecałem Leen że spędzę dziś z nią trochę czasu. Nie chciałem by uznała że mam ją gdzieś. I tak zbyt często kłócimy się o coś co jeszcze się nie wydarzyło.
Musiałem przyznać Zhavi'a potrafiła o siebie zadbać. Walka z dziewczyną przypominała mi nasze treningi z Ginną. Nigdy nie przyznałem się do tego nawet przed samym sobą ale brakowało mi jej. Lecz nigdy nie chciałem cofnąć czasu. Gdybym miał wybierać jeszcze raz, dokonał bym tego samego wyboru. Straciłem poczucie czasu, zatracając się w parowaniem ciosów. Kiedy wyczułem obecność istoty ciemności. Ciężko miałem zlokalizować czym była istota. Właśnie tą dezorientację wykorzystała dziewczyna powalając mnie na ziemię. Po czym wstała i podbiegła do dziewczyny... istoty którą musiałem wyczuć. Zhavi'a objęła hybrydę wilkołaka częściowo wymienioną i wyprowadziła ją z sali.
Chwilka... Naprawdę nie wiedziałem co o tym myśleć. Słyszałem o hybrydach, nawet kilka widziałem, ale żeby jedna hybryda od tak chodziła po terenie łowcy. I żeby łowca traktował ową hybrydę jak młodszą siostrę. No ludzie czy nie powinno być tak że Zhavi'a podchodzi zabijając hybrydę? Najwidoczniej tu w Vegas mają inne zwyczaje niż my w Chicago. Lekko zdezorientowany patrzyłem w ślad za łowczynią i hybrydą. Dopiero kiedy zniknęły za drzwiami dotarło do mnie że nadal siedzę na podłodze i wpatruje się w drzwi. Podniosłem się otrzepując ubrania. Chyba należą mi się wyjaśnienia.
Ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu Zhavi i znalazłem ją chwilę później w korytarzu. Korytarz nie był jakoś bardzo przestrzenny więc ustałem na środku by nie mogła mnie wyminąć. Już otwierałem usta by się odezwać kiedy dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem i popchnęła mnie przechodząc obok. Dziewczyna była serio dziwna.
Po raz drugi tego dnia patrzyłem za dziewczyną nie wiedząc co myśleć.
Wyjąłem z kieszeni paczkę fajek zapalając jedną od płomyka z palca wskazującego. Zaciągając się dymem ruszyłem w stronę biblioteki. Przyszedłem tu przecież w celu znalezienia czegoś o naszym drogim bożku... Geras'ie przypominałem sobie imię greckiego boga. Sięgnąłem kilka ksiąg w których mogłem coś znaleźć i położyłem tomy na zakurzonym stoliku. Ja wiem że w tym domu nikt nie mieszka, spotykamy się tu tylko w kryzysowych sytuacjach ale naprawdę nie mógł by ktoś tu posprzątać? Na przykład Pan Wspaniały Roth?
- Al? - usłyszałem za plecami, odkręciłem się na krześle. Patrząc prosto na Raven naprawdę dawno jej nie widziałem.
- Trochę się nie widzieliśmy - przywitałem się na powrót wracając do ksiąg.
- Czego szukasz? - spytała przysiadając na stoliku
- A ty nie masz lepszych zajęć? - spytałem, patrząc jej prosto w oczy - na przykład wysłuchiwanie Roth'a albo może zajęciem się hybrydą która od tak łazi ci po domu? - starałem się naprawdę starałem się by to mnie obeszło. A jednak czułem się urażony że nie udało mi się tego ukryć. Skoro jestem tu z nimi, narażam życie na równo z nimi to czemu do cholery nic mi nie mówią.
- Byłeś w Chicago - zaczęła - nie było kiedy pogadać
- Wróciłem trzy tygodnie temu a ty mówisz mi że nie było kiedy pogadać. - fuknąłem, zamykając księgę na której i tak nie mogłem się skupić. Wzbijając tumany kurzu od którego kręciło się w nosie.
- Idę do Zhavi i Serafiny
- Serafiny? - dopytałem
- Tak hybryda ma swoje imię. - wypaliła Raven wstając - choć postaramy ci się wszystko wyjaśnić.
Rzuciłem ostatnie spojrzenie na księgi i ruszyłem z Raven. Ciemnowłosa jak na gospodynie przystało doskonale wiedziała gdzie ma iść. Lecz nie odezwała się ani słowem. Stanęła przed drzwiami i otworzyła je pewnym ruchem. Pokój wyglądał jak po przejściu huraganu. Albo jak miejsce gdzie ktoś pałał się magią która wymknęła mu się spod kontroli. Ten bałagan nie wyglądał jak bałagan zrobiony przez niekontrolującego się wilkołaka. A w kącie tego wszystkiego siedziała Serafina. W milczeniu patrzyłem jak łowczyni przytula spanikowaną hybrydę.
- Dobra powie mi ktoś o co tu chodzi? - spytałem wreszcie wyjmując następnego papierosa.

< Zhavia? > 
          

wtorek, 4 grudnia 2018

GRA Od Sam do Rayan'a

To było przerażające. Wszystko stało się tak nagle. Najpierw ta dziwna energia z rana, która przeszła przez miasto. To mogło znaczyć tylko jedno- Sabat Ofiarny. Chyba nikogo nie zdziwiło ,że ukazał się w Halloween. Pospiesznie się ubrałam i stanęłam przed lustrem czesząc się. Na tafli szkła pojawiły się czerwone litery.
,,Ani mi się wasz w to wtrącać, będę za 10 minut masz być w swoim pokoju"
Wiadomość od siostry sprawiła ,że równo po 2 minutach wybiegłam z domu i w ostatniej chwili wsiadłam do metra z telefonem przy uchu. W jak najszybszym czasie dostałam się do ,,zamku" Blackwoodów, w którym jak mówiła Raven , czekali na mnie bliźniacy i... Erika. Okazało się ,że kiedy tu jechałam rudowłosa znalazła zwłoki. Trup leżał w salonie. I no cóż , nie wyglądał najlepiej. Jak się okazało był to wampir. Całe jego ciało pokrywały znaki, musiały zostać wyryte ostrzem, a trucizna sprawiła ,że rany po czarniały. Na ten widok serce zaczęło mi szaleć, a w głowie mi zawirowało. Widziałam te znaki, znałam je. Oczy zaszły mi łzami.
-musiał tam leżeć dobrych parę godzin- wtrąciła Erika. Przecząco pokręciłam głową.
- Wybacz Sam ale Erika ma racje, ile trupów w swoim życiu widziałaś?- poparł ją Roth, który odkąd przyjechałam dziwnie patrzył na dziewczynę, sprawiał wrażenie jakby jej obecność mu nie była na rękę i najchętniej by się  stąd wyrwał, jednak cały czas się przy niej kręcił.
Uklękłam przy nieżywym i lekko dotknęłam jednego ze znaku, jednak szybko cofnęłam rękę, czując w niej przeszywający ból, kiedy spojrzałam na dłoń okazało się ,że na palcach mam...popiół.
-Jest tutaj?- spytałam cicho Roth'a. nie wyczuwałam obecności.
-Nie -odparł wyraźnie podirytowany, w końcu jego dar by nam w tym momencie bardzo pomógł.
-Wiesz co to za znaki?- spytała Raven, odkąd przyjechałam odezwała się pierwszy raz. Skinęłam tylko głową i podpaliłam pęk ziół , który wyjęłam z torby, okadzając ciało. -A więc? I kiedy został zabity? Sam odpowiadaj na pytania!
Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie.
-Niecałą godzinę temu,- odparłam.
-To nie możliwe....
-Możliwe- przerwałam Roth'owi- ma przyśpieszony proces rozkładu. Za kilka godzin to zostanie z niego kupka popiołu- wyjaśniłam najspokojniej jak umiałam. Niestety przeszłość mnie dopadła i porywała w swe objęcia.
-Znaki- wtrąciła podirytowana Raven.
- Po co ktoś nałożył ten czar?-spytał Roth- no i kto?
- To raczej efekt uboczny znaków, dodatkowo ktoś może nie chciał aby został znaleziony, naprawdę nie mam pojęci.
-A więc kto?- syknęła Raven ale nim odpowiedziałam rozdzwonił się jej telefon który odebrała.
-Sabat ofiarny-odparłam ale raczej każdy się tego spodziewał, Raven tylko skinęła na znak ,że usłyszała i gdzieś poszła.
-A co to za znaki?
-nie mam pojęcia...
-Ale widziałaś już je?
-Niestety tak. Nie wiem co oznaczają i co dają. Ale to jakiś rytuał. Znaki nie są do końca czarownic. Muszą pochodzić z pierwszych ksiąg, które demony wręczyły czarownicom.
-A nie wspominałaś przypadkiem że zostały zniszczone.
-Najwidoczniej nie wszystkie, czarownice od wieków ich szukają, a może znalazły inny sposób.
-Gdzie je widziałaś?
-moja matka.....- zaczęłam ale huk drzwi mi przerwał.
-Kazałam ci zostać w domu- usłyszałam przeuroczy głos mojej siostry, jak ona w ogóle mnie tu znalazłam - nie mieszaj się w to , nie wystarczy ci to co się stało z naszą matką? To nie nasz problem, niech łowcy się tym zajmą.
-Sabat ofiarny jest naszym problemem , zresztą widziałaś te znaki, matka musiała je skądś wziąć, ona je znała.
-ona przez nie zginęła....
Zapadła cicha. Chyba pierwszy raz zabrakło mi słów.
-Sam, proszę...
I w tym momencie wróciła Raven
-Azero znalazła kolejnego, zaraz tu będzie- oznajmiła i zdziwiona zerknęła na Henriette, jednak niczego więcej nie powiedziała.
-Musimy im pomóc- powiedziałam cicho. Siostra westchnęła tylko i machnęła z pełną gracją ręką. Zwłoki  uniosły się. Buteleczka którą wyjęłam otworzyła się a jej zawartość wyleciała i otoczyła ciało. Henrietta cicho coś mruknęła pod nosem i opuściła dłoń.
-Zabezpieczone- oznajmiła
-To dobrze, zaraz będzie kolejne.
***
W taki sposób minęły nam kolejne godziny co chwila ktoś dochodził i doręczał nowe zwłoki, nie długo nie będzie gdzie ich trzymać. Dotarli już chyba wszyscy. I stała się rzecz najdziwniejsza. sabat Ofiarny się ujawnił i przekazał wiadomość. ,,Będzie jeszcze 20 ofiar, zanim skończą składać ofiary". Czemu to zrobili ,czyżby w coś z nami grali? Raven byłą już na granicy wytrzymałości.
Zhavia, Alex i Serafina gdzieś pojechały. A ja wdałam się w cicho dyskusje z siostrą. W końcu i tak wyszło na moim.
-Pojedziemy z Henriettą do domu- oznajmiłam Raven- znaczy tam gdzie kiedyś mieszkałyśmy. Pokręcimy się tam trochę ,poszukamy, może znajdziemy coś co matka  próbowała ukryć albo wręcz przeciwnie.
Raven skinęła tylko głową, a kiedy odchodziłam zawołała za mną.
-Niech Nik was tam przeniesie nie mamy czasu. Weście kogo wam trzeba i wróćcie jak najszybciej.
Skinęłam głową, Henrietta szybko sporządziła kadzidło które ochroni nas przed obcą mocą. W tym przypadku Nik'a.
-Możemy podskoczyć do Polski, może znajdziemy coś o sabacie  z Łysej Góry- powiedziałam cicho do Henrietty
-Nie bądź nie mądra, sabat z Łysej Góry nigdy nie istniał, w bajki wierzysz?
***
Wzięliśmy ze sobą Azero, Noemi i Gabbi'ego . Chciałam jeszcze zabrać Alana. Ale chyba lepiej będzie jeśli łowcy nie będą się rozdzielać to chyba oni są głównym celem.

Historia czarownic

(napisano: 17.11.2018 /edytowane : 04.12.2018/edytowane:06.12.2018
czas następnego: 13.12.2018)

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Od Zhavi cd Alana

- Nie mogę spać. - wyznałam. Co było zresztą prawda. Wzięłam drewniany kij i mu rzuciłam. Co złapał niemal od razu. Związałam mocniej włosy, a tuż po tym moja bransoletka zmieniła się w kij. Stanęłam naprzeciw niego, zachęcając go do walki. Jakoś nie był tym, zachwycony.
- Czyżby Alanik cykor. - prychnęłam. Chłopak zareagował. Doszło do potyczki.
Raz ja, raz on wygrywał. W końcu ktoś nam przeszkodził. Zrobiłam wielkie oczy, gdy pojawiła się Serafina, na pół przemieniona.
Powaliłam go na ziemię. Po czym na nowo ma bransoletka była sobą. Podeszłam do Serafiny i pomogłam jej doczłapać się do pokoju. Muszę szybko zlokalizować Raven. Wyszłam z pokoju i pobiegłam jej poszukać, jednakże wtedy wpadłam na Alana. Chciałam, a przynajmniej próbowałam go wyminąć, co mu się pewnie wcześniejsza sytuacja nie spodobała. Nie miałam, teraz na niego czasu. Popchnęłam go i spojrzałam się na niego ozięble.
Raven znalazłam z bratem i kilkoma innymi osobami.
Podeszłam do niej i poprosiłam na chwilę.
- Co jest? - spytała.
- Serafina, źle z nią. - powiedziałam.
- Dobrze to idź do niej, ja zaraz przyjdę. - powiedziała. Kiwnęłam głowa i poszłam od razu do pokoju. Zastałam ja w rogu pokoju. Cały był zniszczony. Podeszłam do niej, a ona spojrzała na mnie swoim wilczym, jak i zwykłym okiem.
- Serafina chodź do mnie. Wszystko będzie dobrze, pomożemy Ci. - powiedziałam. Serafina powoli podeszła do mnie, po czym powoli ja objęłam.
- Jestem. - zawołała dziewczyna. Spojrzałam w stronę wejścia do pokoju, kto się pojawił. Była to Raven, ale nie była sama. Był z nią Alan. Chciałam coś powiedzieć, po czym zignorowałam to i pogłaskałam powoli Serafi po głowie, by ją nieco uspokoić.

Alan?