szablon wykonała: Lunaye

niedziela, 19 sierpnia 2018

Od Rotha cd Zhavia

Jako że motor został pod zamkiem byłem zmuszony iść z buta. A więc by nie tracić czasu od razu ruszyłem zatłoczoną ulicą, z której po jakimś czasie zszedłem na boczne uliczki w których po kluczyłem chwilę by znaleźć się pod sklepikiem. Jak tylko otworzyłem drzwi rozbrzmiał się dzwonek sygnalizujący przybycie klienta. Rudowłosa dziewczyna która ustawiała jakieś flakoniki na pułkach momentalnie się odwróciła.
-Roth?- dopytała zdziwiona- co ty tu robisz? 
-To już nie można przyjść w odwiedziny do starej znajomej? 
-Po pierwsze nie starej ,a po drugie wątpię byś akurat ty wpadł na herbatkę- zauważyła słusznie.
-Potrzebuję informacji i być może pomocy- przyznałem się. 
-No proszę, proszę. Ale ty wiesz że nie ma nic za darmo? - zapytała i przeszła w głąb sklepu, poszedłem za nią na zaplecze.
-Nie wystarczy że ci życie uratowałem? - spytałem siadając na jednym z foteli.
-Ja to trochę inaczej pamiętam. A więc co ci trzeba? 
-Krwawa pełnia. Wszystko co o niej wiesz. - poleciłem krótko.
-A co będę mieć w zamian?
-Być może to...- położyłem na stolik srebrny, ładnie zdobiony  sztylet, który stu procentowo wpadł w oko rudowłosej- zależy czy odpowiedz mnie usatysfakcjonuje.
-Krwawa pełnia czyli całkowite zaćmienie księżyca pojawia się wtedy, kiedy Słońce, Ziemia i Księżyc znajdują się w jednej linii. Gdy Księżyc ,,schowa się" za naszą planetą, nie dociera do niego bezpośrednie światło słoneczne tylko światło załamane w atmosferze ziemskiej, podobne zjawisko można zaobser...
-A co mnie obchodzi podobne zjawisko, lub jakieś światła?- przerwałem jej w pół słowa.
-Chciałeś wiedzieć wszystko...
-Wszystko co ważne.- znowu jej przerwałem.
-Jak masz zamiar mi przerywać to już sobie idz bo ja ci nie pomogę.- oburzyła się dziewczyna, no pięknie tylko tego mi brakowało.
-Ok już nie będę, kontynuuj- poddałem się.
- A więc podobne zjawisko można zaobserwować- zaczęła ponownie- podczas wschodów i zachodów Słońca. Ze względu na właściwości fizyczne do powierzchni Księżyca dociera tylko światło czerwone. Ta gra świateł powoduje ,że na czas takiego zaćmienia Księżyc przybiera czerwoną barwę. Występuje dwa, trzy razy w roku. Najbliższa pojawi się za tydzień. I w sumie to wszystko co wiedzą śmiertelnicy- zakończyła i jednocześnie rozpoczęła to co mnie interesowało.- Dla nas ma on zupełnie inne znaczenie. Sam księżyc ma wielki wpływ na wszystkie rasy, głównie przez swoje fazy, istnieje legenda o powstaniu ras...
-Proszę nie zbaczaj z tematu- mruknąłem cicho ale to nie powstrzymało dziewczyny
- Każda z ras posiadała własny świat, jednak były one ze sobą w pewien sposób powiązane, bo gdyż światów mogło być setki, księżyc był tylko jeden.- zaczęła swą opowieść dziewczyna, głośno bym tego nie powiedział ale  ta legenda mnie intrygowała, w końcu nie często słyszy się o legendach innych ras-  Wędrował po świtach, w każdym z nich był przez ten sam czas. Stąd pojawiły się fazy księżyca. Księżyc  stanowił również bramę do każdego z tych światów, każdej z ras dawał siły. Nikogo więc nie zdziwi że wszyscy chcieli mieć go na wyłączność, że żadnej z ras nie podobało się dzielenie księżycem. Zaczęły więc wynikać z tego powodu konflikty, które prowadziły do wojny. Osiem światów,  stoczyło największą wojnę, z powodu której księżyc przybrał barwę krwi, którą rozlały rasy.  Księżyc nie chciał aby z jego powodu umierali niewinni. Zamknął świat w którym toczyła się wojna. Osiem ras musiało podzielić się przestrzenią która im pozostała i nauczyć się żyć w nowym świecie. Księżyc na nowo rozpoczął swą wędrówkę po światach jednakże Światu Wojny poświęcał najwięcej czasu. Co miesiąc góruje na niebie aby osiem ras pamiętało o jego sile którą się z nimi dzieli.  To było wielkie przeżycie którego księżyc nie może wyrzucić z pamięci i kiedy przychodzi czas wybuchu wojny zabarwia się na czerwono.
-Osiem ras- powtórzyłem zamyślony- śmiertelnicy, anioły, demony, czarownice, wampiry, wilkołaki, syreny, i elfy. To jest te osiem ras prawda?- dziewczyna skinęła głową - a Świat Wojny to Ziemia?
-Tak, a bynajmniej według czarownic. My w to wierzymy jak śmiertelnicy w Boga. Dlatego w pełnie największą moc mają nasze czary, i nie tylko na przykład wilkołaki też są wtedy najpotężniejsze, a to dlatego że księżyc jest nam najbliższy. Między światami czas płynie inaczej dlatego krwawa pełnia nie ma pewnej daty. Ale kiedy się pojawia jest to rocznica tej wojny. Ta wojna była największą jaką zapamiętał księżyc, najwięcej istot zginęło, przelało się najwięcej krwi i mocy.  I niektóre czary czy rytuały można odprawiać tylko podczas krwawego księżyca, są to złe czary, potężniejsze. Nie wiem czemu pytasz o krwawy księżyc ale uważaj na siebie i lepiej trzymaj się od tego z daleka.
Przez chwilę trwaliśmy w milczeniu. Przyswajałem otrzymaną wiedzę. Rudowłosa wyszła zostawiając mnie samego ze swoimi myślami. Kiedy wróciła wręczyła mi talizman.
-Na pewno nie ochroni  cie przed tym czego się obawiasz ale powinien pomóc.
-Na pewno nie zaszkodzi- powiedziałem przyjmując talizman, odłożyłem na stół sztylecik i skierowałem się do wyjścia.
-Gdybyś potrzebował tej pomocy to jestem do usług- zawołała za mną Sam. Odkręciłem się na chwilę i posłałem jej słaby uśmiech.
Jak tylko wyszedłem zadzwoniłem do Serafiny, skołowałem jej numer kiedy Zhavia była umierając chwilę przed tym jak wpadliśmy do księgi...
-Za pięć minut w barze i to nie pytanie. Chodzi o Zhavię- i się rozłączyłem wiedziałem że tyle dziewczynie starczy i tak też się stało. Do baru weszła zaraz za mną.
-Gdzie ona jest?- spytała z burzą w oczach.
-Nie ma jej, a bynajmniej nie w tym świecie.- odparłem biorąc łyk zamówionego drinka, dziewczyna zaklęła po czym, przyjęła szklankę którą jej podałem.
-Wiem o krwawej pełni, o co chodzi z jej przekleństwem?- spytałem
-nie mogę ci powiedzieć...
-Zhavia chciała bym wiedział, zaczęła mi opowiadać ale nie mogła dokończyć...- w sumie to nie było kłamstwo a dziewczyna chwilę się zastanawiała po czym zaczęła gadać.
-Jak Zhavia była jeszcze dzieckiem zaatakował ją demon, co ja mówię on ja zabił. Doszło do pewnego rytuału, tego Zhavia nawet mi nie powiedziała, nie wiem jak to działa ale to ją utrzymuje przy życiu. Jednak jest powiązane z krwawą pełnią. Musi powtarzać ten rytuał. Wiem że nie powiedziałam niczego czego byś nie wiedział- i tu się laleczko mylisz, nie miałem pojęcia że Zhavia umarła- ale ja sama więcej nie wiem. Chce jej pomóc ale może to nie mojej pomocy potrzebuje. Może tobie powie całą prawdę.
-Może- powtórzyłem, dopijając zawartość szklanki.- Wiesz dlaczego nie chce  nikomu tego powiedzieć- spytałem jeszcze.
-Boi się że ściągnie na tą osobę niebezpieczeństwo.- wyjaśniła krótko, skinąłem głową i wyszedłem.
Po chwili już byłem pod domem Zhavii. Drzwi otworzyła mi jej mama. Zhavii nie było ale kobieta obiecała do mnie zadzwonić jak tylko wróci.
Przez kolejne dwa dni szukałem czegoś o tej krwawej pełni w naszych  księgach ale niczego nie znalazłem. Obawiałem się również o Zhavię. I dopiero po dwóch dniach jej mama zadzwoniła. Jak najszybciej tam pojechałem. I tym razem drzwi otworzyła jej mama.
-Wróciła przed chwilą, jest trochę dziwna, nie wiem co się dzieje, obiecaj że jej pomożesz.
-niech pani się nie martwi, wszystko będzie dobrze, obiecuję- wyminąłem kobietę i udałem się do salonu gdzie grała Zhavia. Usiadłem obok niej i w milczeniu się jej przyglądałem. Była piękną, kruczoczarne włosy miała teraz związane, z pod gumki wysunęło się kilka kosmyków. W skupieniu i z determinacją patrzyła w monitor. Była silna i pewna siebie, nigdy więc nie zauważałem jak bardzo jest wrażliwa. Odkąd się przy mnie popłakała zacząłem patrzeć na nią inaczej. Zhavia nie była zimną suką za którą ją wziąłem na początku. Dopiero kiedy odgarnąłem jej zbłąkany kosmyk za ucho, zorientowałem się że to zrobiłem. Zhavia przeniosła na mnie wzrok. Była zmęczona, zrozpaczona . Każdy w końcu ma granice. Przyciągnąłem ją do siebie pozwalając się jej wtulić.
-Zostało nam pięć dni. Ale co ci da przedłużanie czasu? Nie warto było by złamać to przekleństwo, byś mogła żyć... normalnie?
-To nie takie proste, tego nie da się obejść, albo to albo śmierć- wyjaśniła cicho.
- Musi coś być.- powiedziałem z determinacją- opowiedz o tym przekleństwie. Już w to wszedłem, gorzej być nie może.

<Zhavia?> 

środa, 15 sierpnia 2018

Od Yin do Rayan'a

- Możemy wysłać kopie, zaraz ci o tym powiem. One to mogą za nas załatwić, a my ich oczami wszystko będziemy mogli widzieć, jedynie nic nie powiemy, ale zadbam, aby wszystko zostało powiedziane. - powiedziałam. Wstałam i nieco się oddaliłam, kucnęłam, aby sprawdzić mapę na nadgarstku. Niuchacze przybyły z kolejnym dowodem. Wysunęłam dłoń, a wilk, znaczy Rayan zjawił się obok mnie.
- Niuchacze? - spytał. Wypowiedziałam pół szeptem kolejne słowa z księgi, a wnet kiwnęli i dalej pobiegły. Wstałam i złapałam chłopaka, aby zaprowadzić go w zaciszne miejscem.
Gdy już byliśmy w takim. Wyjęłam księgę z torby, aby wypowiedzieć zaklęcia dwa bądź trzy. Nasze osoby, zostały dokładnie skopiowane, tak aby nikt nas nie zauważył. Nałożyłam czar na jego i swoją bransoletkę, po czym powiedziałam klonom wszystko, o co mają zapytać. Dałam im notes z pytaniami oraz aby mogli zapisać wyniki.
Otworzyłam portal, tuż pod jego mieszkanie i przeszli przez niego.
- Tak niuchacze, babcia mnie nauczyła ich wzywać. Jednak tym razem wysłałam ich nieco więcej, aby mogli większy obszar przeszukać. - powiedziałam. Chłopak był nieco zdezorientowany tym wszystkim, ale tylko kiwnął głowa. Wynajęliśmy pokój, niedaleko i tam też byliśmy.
- To czas zaczynać. Ukubona ngamehlo ama-clones. - po tych słowach. Widzieliśmy to, co nasze klony.
***
Oboje szliśmy do jego mieszkania, zapytałam kilka razy, po czym jego kobieta nam otworzyła. Wpuściła nas, a łowca się pojawił.
- Gdzie mój brat Jason. - warknęłam.
- Od razu do konkretów. Jason, hmm. Czyżby wilkołak. - uśmiechnął się, już byłam gotowa, aby go zabić.
- Alan. - powiedziałam jego dziewczyna. Ten kiwnął głowa.
- Ściągam go w sprawie zabicia dwóch ludzi, wampira, syreny, oraz dwóch łowców. Gdy spotkałem Felixa dostałem listę, kto jeszcze ma zginąć. - powiedział.
Wyjęłam listę i sprawdziłam na odwrocie. - Alan, będzie ostatni, a przed nim jego dziewczyna. - przeczytałam. Złapałam jego dziewczynę za rękę i poszłam z nią do pokoju. Alan chciał ruszyć, ale dziewczyna ręką mu zabroniła.
- Teraz mów co wiesz. - warknęłam.
- Twój brat, jest goniony przez większe zło, tak samo, jak ty. Wiesz o tym, a mimo to dalej robisz swoje. Jasona, widziałam, jak walczy, wraz z tobą i Rayanem. Ty jednak nie powiedziałaś im, że Jason nie jest synem Asaia. - powiedziała.
- Przejdź do rzeczy, bo zginiesz. - warknęłam.
- Wiem. Z listy zginęły kolejne osoby. Ty i brat spotkacie się tam, gdzie wszystko się zaczęło. Na dachu najwyższego budynku, wtedy gdy nadejdzie pora. Rayan będzie z tobą, jednak stanie po stronie twojego brata i oboje będą starać się ciebie zabić. Wezwałaś stworzenie, którego nie wypędziłaś. Będziesz musiała się z nim zmierzyć, do tego przyda Ci się ten sztylet. - powiedziała, po czym podała starożytny sztylet. Zawinęła go w bandaże. Rzuciłyśmy na nie zaklęcie, po czym mogłam go schować do torby. - Klony dobry pomysł Yin. Ruszaj, Rayan musi jeszcze pomówić z nim, a ty musisz porozmawiać z babcią. Niebawem ponownie się spotkamy. - powiedziała. Po czym mój klon znalazł się przede mną. Nie wiem, w sumie jak.
Złapałam jej rękę, a tuż po tym znalazła się we mnie. Spojrzałam do torby, był sztylet otoczony bariera, tak jakby go nie było.
Wstałam z łóżka i zadzwoniłam, do babci, aby umówić spotkanie.
- Ciekawe jak Rayan sobie radzi.

Rayan?

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Od Rayan'a CD Yin

Patrzyłem jak dziewczyny mierzą się wzrokiem. Obie nie były zachwycone z tego spotkania. Dzięki losowi za to że łowczyni była w pracy bo w przeciwnym razie zapewne już by się na nas rzuciła.
- Zaraz wrócę. - wyszeptała mi do ucha - Pogadaj z nią wilczku
Spojrzałem za oddalającą się hybrydą. Cudownie... W co ja się znów wpakowałem.
- Musimy pogadać - zacząłem
- Słucham - odparła hardo dziewczyna polerując jakąś szklankę. Rozejrzałem się dookoła. Ludzi w barze nie było dużo, ale za barem stała jeszcze jednak kelnerka która uważnie wsłuchiwała się w każde słowo. Rudowłosa podążyła za moim wzrokiem i promiennie uśmiechnęła się do wścibskiej koleżanki. - Jest mały ruch pójdę na przerwę. - Łowczyni odłożyła szmatkę na blat - napijesz się czegoś? - dopytała
- Nie dzięki, nie zabawie długo - doprałem. Dziewczyna wzruszyła ramionami, wzięła butelkę coli i przeszła pod blatem. Oboje przeszliśmy na tył baru i usiedliśmy przy najbardziej oddalonym stoliku.
- Dobra - zacząłem - szukamy Alana Huntera
- Kogo? - dopytała dziewczyna odstawiając butelkę
- Łowcę Alana Huntera - powtórzyłem bacznie obserwując dziewczynę. Nie miałem wątpliwości że wie o kim mówię. - Znasz go - zauważyłem
- Nie znam wszystkich łowców - odparła dziewczyna biorąc łyk z butelki
- Nie wszystkich - zgodziłem się - ale tego konkretnego znasz
- Czego od niego chcecie? - spytała
- Tego samego co od ciebie. Pomocy, informacji
- Nie wiem gdzie on jest - powiedziała po chwili, lekko wzruszając ramionami. Gdybym nie słyszał tak wyraźnie jej serca na pewno bym uwierzył w kłamstwo.
- Masz rodzeństwo? - spytałem
- Nie
Takiego obrotu sytuacji się nie spodziewałem. Przecież miała powiedzieć tak nie brałem pod uwagę innej okoliczności.
- Yin szuka brata który zaginął - wyznałem - Alan może nam pomóc
- A dlaczego ja miała bym powiedzieć ci gdzie on mieszka?
- Bo cię o to proszę. Bo łowcy mają sojusz z wilkołakami - znów stąpam po kruchym lądzie
- Z południową nie mamy sojuszu - powiedziała spokojnie - tak, po naszym spotkaniu w barze u Davida porozmawiałam ze Stanley'em na twój temat i wiem że nie jesteś z północnej.
- Tu nie chodzi o mnie tylko o Yin i jej brata, a oboje są Asai, a z wampirami chyba macie sojusz.
Dziewczyna bez słowa wstała od stołu. Podeszła do baru wzięła długopis i kartkę i zaczęła coś pisać. Powoli podszedłem do niej starając się iść jak najgłośniej. Nie chciałem by dziewczyna uznała mnie za zagrożenie.
- Masz - podała mi kartkę - Alan mieszka z dziewczyną. Zapewne już przewidziała wasze przyjście ale i tak mogą czuć się nachodzeni.
Po tych słowach wróciła do pracy więcej już na mnie nie patrząc. Schowałem kartkę do kieszeni i wyszedłem z baru szukając Yin.
Znalazłem ją kawałek dalej za barem jak siedziała zamyślona na ławce. Była tak pochłonięta że zauważyła mnie dopiero jak stanąłem przed nią
- Co się stało? - spytała podnosząc głowę
- Sam nie wiem nic mi się tu kupy nie trzyma - powiedziałem siadając obok - dlaczego Felix wysyła nas do łowcy? I dlaczego Jason zajmował się to sprawą zupełnie sam. Wiemy tyle że każdy coś tam wie ale nic z tych informacji nam nie pomaga. Nadal stoimy w miejscu. - zamilkłem wpatrzony na dziewczynę. Próbując rozszyfrować co myśli - Mam adres tego łowcy, który zna się na czarownicach. Pytanie czy idziemy do niego czy nie? 

< Yin?>         

piątek, 10 sierpnia 2018

Od Yin CD Rayan'a

Łowcy nam jeszcze tylko brakowało. Kiwnęłam jedynie głowa na znak, że się witam. Choć mogłam też coś powiedzieć. Bardziej zastanawiał mnie jednak fakt, w co się wpakował mój brat. Odwróciłam się i zobaczyłam Kellana.
- Zaraz wrócę, pogadaj z nią wilczku. - wyszeptałam, gdy się do niego zbliżyłam. Gdy się odsunęłam, wyszłam z baru i ruszyłam nieco dalej. Wtedy ponownie zobaczyłam Kellana, nie pomyślałabym, że Elf może się tu zjawić.
- Mam u twojego brata dług wdzięczności. Dlatego powiem Ci, co wiem. - przerwał. Założył mi jakiś dziwny medalion, po czym kontynuował. - Ma się odbyć wojna. Wszystkie rasy maja się zjednoczyć, aby zlikwidować jakiegoś ducha. Nikt nie wie, jednak kim ta osoba jest. Ta lista co ją masz, są na niej ofiary oraz ci, których się o to podejrzewa. Przeprowadzają na nich eksperymenty. Twój brat był u nas, aby opowiedzieć o tym. Cienie i ten cały czarownik Rój, są coraz bliżej prawdy. Ty i on macie odkryć to, co jest. Jeśli nie zrobicie, to cała, wszyscy przepadną. W Las Vegas przybyli ci, których miało nie być. Nie są, prawi i będą cię szukać. Strzeż się i pilnuj medalionu, gdy będzie potrzebny, wiesz co zrobić. Twój brat jest w dobrych rękach. Choć nie zostało mu dużo czasu. - skończył i zniknął. Usiadłam ma ławce i zastanawiałam się, o co chodziło. Popatrzyłam czy jest w miarę pusto. Wyjęłam z torby małą księgę i zaczęłam szukać zaklęcia przyzwania. Gdy je znalazła, wyrecytowałam słowa. Następnie przede mną pojawiły się niuchacze.
- Znajdźcie mi Jasona. Podałam im medalion, a one pobiegły. Choć tyle, że ludzie ich nie zobaczą. Na moim nadgarstku pojawiła się mini mapa, gdzie są. W tym samym momencie podniosłam głowę i schowałam księgę do torby. Rayan się pojawił, jego mina była dziwna.
- Co się stało? - spytałam.

Rayan?

wtorek, 7 sierpnia 2018

Od Rayan'a CD Yin

Czy ja zawsze muszę komplikować swoje życie?
Wiedziałem że alfa nie popiera mojej propozycji pomocy jednak miał tyle przyzwoitości że zachował to dla siebie. I dobrze, od kilku miesięcy cała wataha w napięciu oczekuje na nasze najmniejsze nieporozumienie, które będzie przyczyną kolejnej walki o przywództwo. Wyzwanie Josepha było wtedy jedyną możliwą opcją i któryś z nas powinien zabić konkurenta. Lecz z pojedynku oboje wyszliśmy bez szwanku a wszystko zostało po staremu. Cała ta sytuacja odbiła się na całym stadzie, które czuło się zmieszane. Uzgodniliśmy że będę robił co mi się podoba jeżeli nie będzie to zagrażać watasze bez względu na przychylność alfy. Nie było wątpliwości że pomoc Yin w żadnym razie nam nie zagraża, a możemy zyskać sojuszników. Bez słowa pożegnałem się z Joseph'em i ruszyłem za dziewczyną.
- Dobra to załatw spotkanie z Felixem, a ja pogadam z Madeline - wyznała
- Znasz Madeline? - spytałem zaskoczony. Przywódczyni syren była hm... mało dostępna. Prędzej wysłużyła by się swoimi dziewczętami niż sama się pofatygowała. Większość osób nawet nie wie jak ona wygląda. Yin tylko skinęła głową
- Przyjdę do kasyna i tam się z nim spotkam. Będę za jakąś godzinę. Muszę coś jeszcze załatwić - powiedziała tylko i ruszyła przed siebie nie czekając na żadną reakcję z mojej strony. Nie zostało mi nic innego jak tylko iść do kasyna.
Od razu pomyślałem o Azero i uśmiechnąłem się mimowolnie. A może tam będzie? Od dawna jej nie widziałem i musiałem się powstrzymywać by nie odwiedzić jej w domu. Przecież cały czas chciałem od uzależnić się od niebezpiecznej demonicy spotykanie się z nią na jej terenie na pewno mi w tym nie pomoże.
Cała droga minęła mi na przemyśleniach.
- Rayan?
Spojrzałem na znajomą dziewczynę ubraną w elegancji pracowniczy strój palącą papierosa. Próbowałem przypomnieć sobie jej imię ale jak na złość żadnego nie mogłem do niej dopasować, a nie chciałem strzelać.
- Cześć - wypaliłem stając obok niej - szef u siebie? - spytałem
- Felix? - dopytała - jest na górze chwilowo chyba nawet nic nie robi, co akurat mnie nie dziwi. A gdzie masz Azero? Czyż by się tobą znudziła?
- To raczej mnie znużyła jej obecność - skłamałem - jest dość...
- Tak - odparła dziewczyna prawdopodobnie wyczuwając moje kłamstwo.
- Dobra muszę załatwić interesy - przerwałem kierując się w stronę wejścia
- Wpadaj częściej wilczku - powiedziała z zalotnym uśmiechem - twoja obecność raduje me serce. Skoro znudziłeś się Azero może zadzwonisz do mnie.
Nie odkręcając się wkroczyłem do środka i od razu skierowałem się na górę gdzie stacjonował Felix. Znajomość z demonicą spowodowała że byłem rozpoznawany, a nawet miele widziany. Chociaż dwoje demonów stojących pod drzwiami była mało przekonana do mojej obecności.
- Muszę porozmawiać z Felix'em - powiedziałem stając na przeciwko nich mierząc obu wzrokiem
- Jest zajęty - wyznał jeden z identycznych osiłków - byłeś umówiony likanie?
- Przestańmy z tymi bzdurami jestem pewien że Felix znajdzie czas by poświęcić mi parę minut, a teraz niech jeden z was grzecznie wejdzie do środka i powie że przyszedłem - wiedziałem że chodzę po cienkiej linie. Przecież wystarczy słowo, a będę mieć na głowie wszystkie demony z kasyna. Jednak mimo to postanowiłem zaryzykować. Mając nadzieje że jestem dość istotną zabawką demonicy.
Drzwi otworzyły się uderzając z impetem o ścianę. A w nich stanął czerwonowłosy demon. Skinął głową dwóm ochroniarzom na co ci się rozeszli.
- Zapraszam - powiedział wpuszczając mnie do środka. Minąłem go w progu i rozsiadłem się w jednym z foteli.
- Co jest tak ważne że przychodzisz do mnie i rozstawiasz moich ludzi po kątach? - spytał siadając na przeciwko mnie
- Rozstawiam po kątach - powtórzyłem rozbawiony - Przecież oboje wiemy że nic ważnego nie robiłeś i mogłeś przyjąć mnie w tej chwili. I oboje wiemy że gdyby to nie było pilne wcale by mnie tu nie było.
- Wilczek zaczyna szczekać - skomentował Felix
- Licz się ze słowami - upomniałem - chyba zapominasz do kogo mówisz. Wracając do sprawy - ciągnąłem - Zaginął pewien likan Jason Asai i mam dziwne wrażenie że wiesz coś w tej sprawie
- Niby skąd - odparł - nie interesuje się byle jakim likanem
- Byle jakim może nie - przytaknąłem - ale Jason nie jest pierwszym lepszym. Za jakiś czas pojawi się tu również jego siostra. Jeżeli nadal będzie się upierać że nic nie wiesz na pewno wkroczy również Akihito ze swoimi wampirami. O ile znam Stanley'a a znam dobrze Północna wataha również ci tego nie odpuści. My niestety też nie możemy siedzieć z założonymi rękoma. Więc naprawdę marzy ci się wojna na trzech frontach?  Nie sądzę.
- No dobra przecież się lubimy i szanujemy - zaczął Felix pojednawczo - nie wiem za wiele.
- Ale coś tam wiesz - zauważyłem
- Przyszedł do mnie pewnego razu - zaczął - chciał bym dowiedział się wszystkiego o ostatnich zaginięciach lub śmierciach w dziwnych okolicznościach. Przecież oboje wiemy że była ich masa za równo wśród śmiertelników jak i również wśród nas. Nie wiem o co mu to było ale zgodziłem się czegoś tam dowiedzieć. Powiedziałem mu również o plotce jako że elfy wiedzą coś czego nie wiemy my. Nie wiem co zamierza ale radził bym skontaktować się z pewnym łowcą. Alan Hunter jest znawcą czarownic i istot silnie magicznych jego pomoc może być wam przydatna. - Chyba miał zamiar coś jeszcze powiedzieć ale zamilkł. W tym samym czasie wyczułem obecność Yin - pamiętaj że jeżeli będziecie chcieli dostać się do krainy elfów musicie mnie zaproszenie i przewodnika.
Wtedy drzwi się otworzyły i do środka wpadła rozwścieczona dziewczyna. Oboje podnieśliśmy się z foteli i wyszliśmy na środek pomieszczenia. Yin nie zastanawiając się wiele dobyła sztyletu i przyłożyła do gardła Felix'owi.
- Oh witaj Yin, to raczej nie miłe powitanie. - uśmiechnął się zadziornie przełykając ślinę z wysiłkiem
- Spotkałeś się z Jasonem. Wysłałeś go do elfów. Dałeś mu coś, co mu dałeś.. - wrzeszczała w furii
- Tak to prawda, że się spotkaliśmy. Dałem mu listę osób, które zaginęły. Byli to ludzie, jak i magiczni. Mówiliśmy o elfach, gdyż wiedzą, co nadchodzi. Poza tym cienie i czarownik pod pseudonimem Rój współpracuje z nim. Dlatego nie mogłaś, go wyczuć ani znaleźć. Zdobył pewne informacje. Nie chciał, ciebie narażać, ale wiedział, że zaczniesz go szukać. - wypalił na jednym tchu -  Tak więc tu masz listę oraz ślady gdzie może być. Tak między nami, wy też jesteście na liście. - powiedział. Po czym rozpłynął się w powietrzu. Jeszcze chwile nie dowierzając patrzyłem w miejsce gdzie jeszcze przed chwilą stał demon a teraz była tylko czarna substancja plamiąca dywan.
Dziewczyna wzięłam wszystko co zostawił demon i skierowała się do wyjścia.
- Zaczekaj - poleciłem. On naprawdę myślała że pozwolę jej iść samej? Podchodzi do tego za bardzo emocjonalnie w takim stanie nie będzie wstanie odnaleźć brata. A przecież to leży w interesie nasz wszystkich.
- Co? - warknęła zniecierpliwiona odkręcając się do mnie przodem
- Zaoferowałem że ci pomogę. Więc pomogę - zapewniłem zrównując się z dziewczyną. - za nim przyszłaś gadałem z Felixem powiedział że powinniśmy skontaktować się z łowcą Alanem Hunterem specem od czarownic.
Dziewczynę wmurowało
- Niby jak chcesz znaleźć tego łowcę i nakłonić go do współpracy? - fuknęła
- Znalezienie go zostaw mnie co do nakłaniania coś się wymyśli - wyznałem i ruszyłem do wyjścia - jesteśmy w tym razem - upomniałem
Yin wzruszyła ramionami i oboje opuściliśmy kasyno. Miałem jakiś plan znalezienia łowcy. Nie miałem pewności czy na pewno się powiedzie ale przecież warto spróbować. Poprowadziłem swoją towarzyszkę do baru w mało ciekawej dzielnicy Las Vegas gdzie raczej przesiadywali mieszkańcy niż turyści.
- Nie rozumiem w czym ma nam to pomóc - zaczęła marudzić.
- Poczekaj - uspokoiłem - wejdziemy do środka muszę z kimś pogadać.
Nie miałem pewności że rudowłosa łowczyni którą poznałem w barze u Davida jest dziś w pracy ale czasem trzeba powołać się na łut szczęścia. Yin szła za raz za mną. Szczęście nam dopisało łowczyni stała za barem uśmiechając się i rozmawiając z klientem.
- Przecież to łowca - zauważyła Yin podążając za moim wzrokiem.
- I dlatego może wie gdzie znaleźć Alana Huntera. - wyznałem podchodząc do baru
- Rayan Davis - przywitała mnie rudowłosa lodowatym tonem     
- Erika Fallen - odparłem lekko się uśmiechając. Czułem zmieszanie i wściekłość dziewczyny. Nie była zachwycona że nawiedzamy ją w miejscu jej pracy. Wręcz widziałem jak w głowie układa plan naszej zagłady. - To jest moja znajoma Yin Asai
< Yin? >     

 
        

Od Zhavi cd Rotha

- No to zabawimy się, mała. - powiedział jeden z demonów. Niemal natychmiast zacisnęłam dłoń w powietrzu, tym samym jego szyję.
- Do krwawej pełni jest tydzień. - powiedziałam. Po czym wróciłam do pokoju i usiadłam na podłodze.
Posmutniałam i wróciłam do wspomnień.
Zhavia miała wtedy coś koło dwóch, a może czterech latek. Uciekła przed dziwnym stworem. Wtedy wpadła w jakąś dziwną otchłań. Obudziła się w szpitalu. Jednakże, rodzice ani nikt inny jej nie widział. Dziewczynka nieco dorosła, jej włosy zmieniły swą barwę. Miała dziwne znaki na ciele. Nie wiedziała, co się dzieje. Dopiero po dwóch latach się obudziła, jednak niczego nie pamiętała. Rodzice wiedzieli, już wtedy, że została przeklęta. Dzięki temu może żyć. Jednak jest przepowiednia...
Wtedy właśnie ktoś wyrwał ją ze wspomnień. Przed nią pojawiła się matka. To było dziwne. Mówiła do niej, ale ona nie słyszała. Przed oczami pojawiła się nagła ciemność.
***
Ocknęłam się w domu. Dokładniej w Las Vegas, w swoim pokoju.
- Masz pięć dni do krwawej pełni. - słyszałam głos w swojej głowie. Gdy spojrzałam się w lustro byłam już w pełni sobą. Wstałam i ruszyłam na dół, aby zjeść śniadanie. W domu nikogo nie było. Jedynie spotkałam mamę, która krzątała się po kuchni.
- Mamo? - spytałam, nieco zdziwiona.
- Witaj Avi. Tu masz naleśniki, zjedz je, jak chcesz w salonie i sobie pograj. Niebawem, ma przyjść Roth. - powiedziała. Jedynie kiwnęłam głowa, choć to było bardzo dziwne. Wzięłam tace i ruszyłam do salonu. Usiadłam i położyłam tace, aby następnie włączyć konsole. Sięgnęłam, po pada i włączyłam grę. Gdy gra się aktualizowała, zajęłam się jedzeniem.
***
Gdy zjadłam śniadanie, zaczęłam grać. Nim się obejrzałam, Roth przyszedł i chyba z mamą rozmawiał. Słyszałam ich rozmowę. Mimo to jednak nie przerwałam, gry.

Roth?

Od Isleen CD Alana

Vincent może mieć informacje dotyczące mojej rodziny? Można by go poprosić o pomoc, ale czy po tym wszystkim co między nami zaszło, będzie chciał udzielić mi swojej pomocy? Mam wrażenie, że znów natrafiliśmy na ścianę…
- Nie widzę tego jakoś zbyt optymistycznie, wiesz Alan? Wątpię by Vincent zechciał nam pomóc, zwłaszcza po tym co się ostatnio stało. - Mruknęłam, przyglądając się książkom, które chłopak przywlókł ze sobą.
- Możesz mieć rację. - Powiedział, przytulając mnie do siebie. - Vincent potrafi być uparty. Wiem coś o tym. - Westchnął. W mojej głowie zapanował istny mętlik. Znowu poczułam się zmęczona i zrezygnowana. Chyba czas odpocząć.
- Myślę, że możemy zająć się tym całym bajzlem pojutrze. Na razie mam już całkowicie wszystkiego dość. Zdecydowanie przydałaby się chwila spokoju i odpoczynku. - Powiedziałam, spoglądając na Alana.
- Masz rację, też jestem zmęczony. - Przytaknął mi, a ja się lekko do niego uśmiechnęłam.
- Oczywiście bardzo ci dziękuję! - Zareagowałam szybko, gdyż wydało mi się, że zachowałam się całkowicie niewdzięcznie wobec chłopaka. - Doceniam, że robisz to wszystko dla mnie. Naprawdę. - Powiedziałam, patrząc mu w oczy. Alan uśmiechnął się do mnie i dał mi całusa. Siedząc mu na kolanach, przytuliłam się do niego. Cieszyłam się, że Alan jest tutaj ze mną oraz, że zgodził się na moją propozycję dotyczącą mieszkania. Byłam już naprawdę padnięta i gdy starałam się powstrzymać ziewnięcie, chłopak zachichotał cicho.
- Chyba ktoś jest już naprawdę wykończony. - Powiedział, głaszcząc mnie po włosach.
- Tak… Chyba za chwilkę się położę. - Mruknęłam.
- Dobrze. Czyli jutro robimy sobie wolne od tego całego syfu? - Zapytał, na co skinęłam twierdząco głową.
- Jak chcesz to możesz iść i wziąć prysznic. Ja pójdę do mojego pokoju. - Powiedziałam, wstając z jego kolan. Chłopak uśmiechnął się i dając mi całusa, powędrował do łazienki. Szczerze? Kusiło mnie by podpełznąć tam i trochę sobie pooglądać, ale stwierdziłam, że nie warto, bo jeszcze odwalę coś głupiego i będzie przypał, tak więc grzecznie powędrowałam do mojego pokoju. A więc Alan znalazł jakieś informacje o moim anielskim przodku i okazało się, że nasze rodziny były ze sobą blisko od naprawdę dawna. Zatopiona w swoich myślach, poderwałam się i mało co nie wyszłam z siebie, gdy usłyszałam jak coś za mną upada. Krzyknęłam przestraszona i szybko się odwróciłam. Moim oczom ukazał się Ortros, który stał jakieś pół metra ode mnie i udawał, że wcale nie widzi lampy, leżącej obok niego, którą przed chwilą strącił ze stolika nocnego. Westchnęłam głośno i kucnęłam by podnieść lampę.
- Wspaniale. Ja tu jestem na skraju załamania nerwowego oraz bankructwa, a ty jeszcze niszczysz mi rzeczy. Dzięki. - Powiedziałam do przerośniętego psa, nie kryjąc sarkazmu. Ortros wyglądał tak jakby niczego nie żałował i tylko prychnął cicho. Odstawiłam lampę na stolik, a Ortros podszedł do mnie i rzucił mi coś pod nogi.
- No wiesz co? Nie dość, że przyprawiasz mnie o zawał, to jeszcze mi śmiecisz? - Prychnęłam, a pupil Alana wyszedł z mojego pokoju. Czasem jest tak irytujący jak jego właściciel. Oczywiście uwielbiam Alana, ale wiem już, że czasem jest naprawdę wkurzający i uparty. Schyliłam się po raz kolejny i zaczęłam przyglądać się obślinionej rzeczy, którą Ortros przyniósł. Było to jakieś małe pudełko, owinięte bardzo starym papierem, na którym było coś odciśnięte. Jakby znak… Albo pieczęć? Chyba to już gdzieś widziałam. Może w moim dzieciństwie? Czy to co było w środku pudełka mogło nawiązywać do mojej rodziny i anielskiego przodka? Nagle poczułam, że tak naprawdę jest. Moje przeczucia praktycznie nigdy nie są łudzące. Postanowiłam schować pudełko i na razie nie pokazywać go Alanowi. Mieliśmy odpocząć, a pojawienie się tego pudełka na pewno rozpętało by kolejną burzę pytań i w życiu byśmy nie odpoczęli. Jednak bardzo zaciekawił mnie fakt, skąd Ortros miał coś takiego i jaki interes miał w tym by mi to przynieść…? Czyżby przekonał się do Alana tak samo jak ja i stwierdził, że nam pomoże? A może to jego anielski przodek chce nam jakoś pokrzyżować plany? Mam nadzieję, że to pierwsze...
- Leen?! Wszystko w porządku? Słyszałem jak krzyczałaś. Jesteś cała? - Alan wpadł do pokoju z prędkością światła i zaczął skanować mój pokój wzrokiem. Szybko odsunęłam się od miejsca w którym schowałam pudełeczko i udawałam, że gapię się w okno.
- Tak, wszystko w porządku. To tylko Ortros postanowił przyprawić mnie o zawał serca. Nie musisz się martw… - Ucięłam gdy mój wzrok zatrzymał się na chłopaku. Cały był mokry i miał na sobie tylko ręcznik. Poczułam jak rumieniec wpełza na moje policzki i wiedziałam, że moja twarz wygląda już niczym dorodny czerwony pomidor. Cholera, czemu on musi mi to zawsze robić? Coś czuję, że nasze “współlokatorstwo” nie raz przyprawi mnie o zawał i postawi w podobnej sytuacji. No ale cóż… Przynajmniej nie będę się nudzić.

< Alan? > Wybacz, że tak długo, ale miałam problemy z komputerem + wyjazdy rodzinne :/