szablon wykonała: Lunaye

niedziela, 17 czerwca 2018

Od Rayan'a CD Natasha

Zaprowadziłem dziewczynę do baru Davida. Jak tylko weszliśmy za baru wyszedł znajomy czarownik. Widziałem że patrzy nieprzekonany na przyprowadzoną artystkę. Przecież żeby jakoś zabłysnąć w Vegas trzeba być naprawdę dobrym. A czarownik na pewno nie wpuścił by do swojego baru amatora. Biznes to biznes. I wiem że nawet jak bym błagał czarownika który był moim dłużnikiem i tak nie zgodził by się na przyjęcie jej jeżeli mu się nie spodoba. Ale wiedziałem również że jak mu się spodoba dołoży wszelkich starań by ją chronić. Nadal nie wiedziałem co o niej myśleć. Była łowczynią to nie podlegało dyskusji ale jej bagatelizowanie zagrożenia, chodzenie bez broni przywodziło na myśl tylko to że dziewczyna nie ma pojęcia kim jest. Albo jest tak wyśmienitą aktorką. Mimo wszystko nie chciałem mieć jej na sumieniu i jak najszybciej chciałem pozbyć się odpowiedzialności jaką na siebie wziąłem w chwili kiedy udaremniłem atak samotnego wilkołaka.
Stałem obok czarownika i słuchałem ja dziewczyna gra i śpiewa. Miała talent ale nikt o niej nie słyszał. Dlatego spojrzałem na Davida.
- Jest dobra - przyznał czarownik
- Przecież nie przyprowadził bym ci byle kogo - odparłem
- Chcesz bym ją zatrudnił - stwierdził
- Sam mówisz że jest dobra - wytknąłem. Wiedział że popełnił błąd i że będzie musiał przyjąć dziewczynę nawet jeżeli nie jest wielką gwiazdą. Na razie. Przecież przez bar Davida przemyka się wiele ludzi jeżeli będzie tu grać systematycznie niedługo stanie się sławna. Chwile później muzyka zamilkła, a ciemnowłosa spojrzała na czarownika
- I jak? - spytała uśmiechając się.
- Jesteś niesamowita - wyznałem podchodząc do niej - David też tak myśli chociaż nigdy ci tego nie powie. Zatrudni cię ale będzie narzekał. Na pewno powie ci że zgłaszają się do niego o wiele lepsze osoby, a on je odsyła z kwitkiem itp. To manipulator więc nie daj się zwieść. Przyjmie cię i będzie całował cię po nogach jeżeli tego będziesz chciała. Więc nie daj wmówić sobie że jesteś beznadziejna a on jest wielkoduszny zatrudniając cię. I jeżeli chodzi o warunki. Na pewno nie schodź niżej niż 60 USD za godzinę i nie dłużej niż 3 godziny. Bądź kapryśna i stanowcza a będzie cię szanował. - pouczyłem 
- Od kiedy możesz zacząć? - spytał David podchodząc do nas
< Natasha?>

sobota, 16 czerwca 2018

Od Ethana CD Noe

Minęło może półtorej godziny, a w restauracji dalej nie było Noemi. Dzwoniłem do niej już kilka razy ale nie odbierała, wiec postanowiłem, że się do niej wybiorę. Miałem złe przeczucia. Po kilkunastu minutach znalazłem się pod jej blokiem po czym wszedłem na górę. Zaniepokoiły mnie otwarte drzwi w mieszkaniu brunetki. Przygotowałem się na ewentualną obronę i wszedłem powoli do środka. Cały salon został zmasakrowany, a po dziewczynie nie było śladu. W jedne z drzwi usłyszałem drapanie, uchyliłem je, a zza nich wybiegł lis fenek. Przyjrzałem się mu i dostrzegłem na jego szyi obróżkę a na niej wisiorek z napisem "Olimpia". W takim razie to musi być jej zwierzę. Lis biegał po mieszkaniu węsząc dookoła. Dobrze, że tu był, nie muszę się wysilać szukając jej zapachu jak jakiś wilkołak. Nagle Olimpia pognała w kierunku wyjścia, więc postanowiłem iść za nią. Niestety zatrzymała się przy ulicy, najprawdopodobniej tracąc ślad Noemi. Wziąłem zwierzaka na ręce i wróciłem do samochodu. Pora odwiedzić klan, może coś wiedzą na ten temat. Po niedługim czasie znalazłem się w budynku którego kiedyś prawie nie opuszczałem. Przywitałem się ze znajomymi po drodze do salonu, aż w końcu tam dotarłem i zobaczyłem Asaia siedzącego na kanapie.
- Witaj Asai. - przywitałem się z wampirem.
- Witaj Ethan, dawno cie tu nie było. Co cie sprowadza?
- Tak prawda, trochę mnie tu nie było, ale jak się domyśliłeś przyszedłem w innej sprawie. Porwano moją znajomą, chciałem wiedzieć czy coś o tym wiesz.
Stanąłem naprzeciwko przywódcy i czekałem na jego odpowiedź.
- Wiem tyle, że ostatnio jest dużo porwań nadnaturalnych, najczęściej tych wyjątkowych hybryd.
- Możesz rozwinąć?
- Ehh.. Ethan.. Wyjątkowych mam na myśli mieszanki demonów, czarownic czy syren. Nie wiadomo co się z nimi dzieje, po prostu znikają i nikt ich więcej nie widzi.
Przypomniałem sobie aurę Noemi. Nie była ona w pełni demoniczna, miała w sobie jeszcze coś dodatkowego. Musiałem ja znaleźć, nie dałbym sobie spokoju gdybym nie zdołał jej pomóc. Miałem już iść gdy zatrzymał mnie głos pierwotnego:
- Wytyczyliśmy kilka miejsc, w których mogą się znajdować z kolejnymi porwanym i jednak nie sprawdziliśmy ich. Jeśli chcesz idź do kogoś, aby podał ci lokalizacje.
- Dzięki Asai, jestem ci winny przysługę.
Poszukałem osoby, która dala mi miejsca, gdzie możliwie znajdowała się Noemi. Wróciłem w końcu do mieszkania, ten letni upał jest nie do zniesienia. Odświeżyłem się po czym planując jaki zrobię następcy krok w odszukaniu brunetki, czekałem na zapadnięcie zmroku.

<Noemi?>

piątek, 15 czerwca 2018

Od Rayan'a CD Azero

Do rzeczywistości przywrócił mnie ból w nadgarstkach. Trochę potrwało za nim zorientowałem się w otoczeniu. Jako wilkołak miałem dobrze wyostrzony zmysł wzroku a w ciemności widziałem równie dobrze jak za dnia. Wszystkie wydarzenia ostatnich godzin migały mi przed oczami. Lecz nadal nie rozumiałem dlaczego wylądowaliśmy w tym położeniu. Wiedziałem że Joseph posądza mnie o zdradę ale to nie w jego stylu.
- Co teraz? - spytała Azero, spojrzałem na demonice która dzieliła mój los. Gdybym to ja wiedział.
- Nic, pewnie nas zabiją. - wyznałem szczerze. Jakoś nie miałem siły na owijanie w bawełnę. Czułem się paskudnie i aż nie mogłem uwierzyć że to tylko przez srebro na łańcuchu
- Miałeś na myśli siebie, co nie? W końcu nie sądzę żeby znali egzorcyzmy. Nie mam zamiaru ich ponownie przechodzić. - Spojrzałem na nią pytająco. To chyba pierwszy raz kiedy dziewczyna postanowiła powiedzieć coś o sobie. A jej wyznanie mogło powiedzieć mi coś więcej o jej gatunku - Dobra, jesteś jedną z nielicznych osób, którym to powiem - kontynuowała - Kiedyś złapali mnie łowcy i chcieli odesłać do piekła. Niezbyt przyjemne uczucie, być już częściowo po tamtej stronie. W ostatniej chwili wpadło kilkanaście najlepszych demonów wraz z Felixem i mnie z tego wyciągnęli.
- Rozumiem... - powiedziałem po chwili
- No ale zapomnijmy o tym, jak planujemy się stąd wydostać? - spytała
No właśnie Rayan jak planujemy się z tąd wydostać? Rozejżałem się jeszcze raz lekko sprawdzając wytrzymałośc łańcucha, który wnyrzał mi się w skórę. Co było niepotrzebne wiedziałem że łatwo nie puści. Joseph nie lubi półśrodków.
- Nie wydostaniemy - szepnąłem - jeżeli nawet uda nam się wyjść z piwnicy w hotelu jest cała wataha.
Jeżeli alfa ma coś z tym wspólnego dołoży wszelkich starań by jego więźniowie się nie wydostali. Znałem go zbyt dobrze, jego sposób planowania i działania.
- Nie mam zamiaru tu siedzieć - oburzyła się demonica
Wzruszyłem ramionami i oparłem głową o ścianę zamykając oczy. Czułem się coraz gorzej, a przed oczami miałem mroczki. Większość likanów uznała by że to zatrucie srebrem. Lecz skutki uboczne kontaktu ze srebrem jest zupełnie inne. Od paru lat uodparniam się na srebro i tojad. Przeszukiwałem ręce w poszukiwaniu jakiegoś nakłucia. Nie miałem wątpliwości że przy truli mnie sporą dawką tojadu. Gdybym się nie uodparniał była by pewnie śmiertelna. Może właśnie na to liczą. Przecież nikt nie wiem o moim małym hobby. 
- Znasz ten budynek? - przerwała ciszę dziewczyna
- Tak - jęknąłem próbując skupić wzrok na dziewczynę, z minuty na minute miałem większe trudności w zachowywaniu przytomności - schodami wyjdziesz do pralni hotelowej. Najłatwiej wyjść drzwiami przez kuchnie. Czyli z pralni na korytarz, prosto i w prawo. Na końcu kuchni koło zaplecza są drzwi, wyjdziesz na tył hotelu. Brama jest zawsze otwarta więc będziesz musiała do niej dobiec i wmieszać się w tłum. - wyjaśniłem - jednak Joseph może obstawić kuchnie. Możesz więc wmieszać się w personel i przejść na sale stamtąd są dwa wyjścia główne dla gości a drugie za recepcją. Wszystkie wyjścia są oznakowane inaczej zamknęli by mu hotel. Jeżeli jednak i to się nie uda możesz iść na piętro wejść do pierwszego lepszego pokoju i wyjść oknem. Wszystkie klucze są na recepcji. - poinstruowałem - Jeżeli masz zegarek najlepiej zrobić to o 12 wtedy zaczyna się pierwsza tura obiadowa.
Nie powinni jej ścigać przecież nie ona jest celem. Nie wiem czy moje wskazówki były jasne i czy dziewczyna się gdzieś nie pogubi.
- Długo jesteś w tej watasze? - dopytała dziewczyna
- Od początku. Kiedyś przyjaźniłem się z Josephem. - odparłem - Azero dzięki że mi pomogłaś z nabojami nie musiałaś. Właściwie to nawet nie powinnaś.
<Azero?>

czwartek, 14 czerwca 2018

Od Natash'y CD Rayan

Spojrzałam na gitarę, a następnie na chłopaka. Właściwie nie był to taki zły pomysł, zawsze chciałam zagrać dla publiczności. Po chwili ciszy odezwałam się cicho.
-Zobaczę, co da się zrobić. Prowadź. - Powiedziałam.
Rayana najwyraźniej zadowoliła moja odpowiedź, ponieważ jego twarz, wyraźnie się rozpromieniła. Ruszyłam za chłopakiem, a w międzyczasie przyglądałam się każdemu mijanemu przechodniu. Po nie całych dwudziestu minutach byliśmy na miejscu, weszliśmy do środka, pierwsze co zrobiłam, to rozejrzałam się po lokalu, poprawiając pasek futerału na gitarę leżący na moim ramieniu. Nie musieliśmy czekać długo, aby zza lady, wyłonił się właściciel knajpy.
-Spójrz, kogo Ci przeprowadziłem. - Powiedział Ray, wskazując na mnie.
Mężczyzną przyjrzał mi się z drwiną we wzroku jakby chciał powiedzieć "po co mi ta mała smarkula?". Mimo iż nic nie powiedział, chyba oczekiwał odpowiedzi. Odwróciłam się bokiem do faceta, dzięki czemu mógł zauważyć gitarę swobodnie wiszącą wzdłuż moich pleców. Szybkim gestem wskazał na scenę.
-Zobaczymy, co my tutaj mamy. - Ziewnął jeszcze obcy mi facet.
Gdy dostałam się na scenę - o ile można było to tak nazwać - usiadłam na taborecie i wyciągnęłam z futerału instrument.
-Od razu mówię, że piosenka nazywa się ,,Riptide" jeżeli byście się nie domyślili - Powiedziałam rozbawiona.
Zaczęłam grać melodię, po czym dołożyłam wokal.

I was scared of dentists and the dark
I was scared of pretty girls and starting conversations
Oh, all my friends are turning green
You're the magician's assistant in their dreams

Oh
Oh and they come unstuck

Lady, running down to the riptide
Taken away to the dark side
I wanna be your left hand man
I love you when you're singing that song and
I got a lump in my throat 'cause
You're gonna sing the words wrong (...)

Po kilku minutach skończyłam piosenkę i spojrzałam na właściciela knajpy, który był widocznie trochę zaskoczony.
-I Jak? - Zaśmiałam się pod nosem.

<Rayan?>

Od Isleen CD Alana

- Leen zależy mi na tobie tak jak nigdy nie zależało by mi na Ginnie - szepnął. - I uwierz mi, że jeżeli chciał bym się wydostać z zaręczyn nie posłużył bym się tobą. - Powiedział, głaszcząc mnie po włosach. Nie wiedziałam co powiedzieć. Z jednej strony nie wierzyłam by Alan zrobił mi coś takiego, ale z drugiej strony, w życiu spotkało mnie naprawdę dużo i słowa Vincenta zasiały we mnie jakieś ziarenko strachu. Nie, to tylko słowa. Vincent chciał bym właśnie tak zareagowała, prawda? Chciał bym to ja zrezygnowała z Alana lub by on zrezygnował ze mnie, tak żeby stanęło na jego. Odgoniłam od siebie złowróżbne myśli i przeniosłam spojrzenie na twarz chłopaka. Wyglądał na zmartwionego... Uśmiechnęłam się do niego delikatnie, mając nadzieję, że nie zauważył tej mojej małej chwili zwątpienia.
- Wiem. - Szepnęłam cicho i poczułam jak Alan się rozluźnia. Alan odwzajemnił uśmiech i pogłaskał mnie po policzku. Przysunęłam się do niego i złożyłam na jego ustach delikatnego całusa, co najwyraźniej bardzo mu się spodobało.
- Cieszę się, że nie dałaś się nabrać na paplaninę Vincenta. - Powiedział, opierając swoje czoło o moje. - Jest głową rodu, co sprawia, że muszę mu się podporządkować, a mój mały bunt najwyraźniej mu się nie spodobał. - Wyjaśnił.
- To naprawdę ci nie przeszkadza? - Zapytałam. - W końcu Vincent wygląda na wściekłego, a Ginna... Wydaje mi się, że mimo wszystko jest jej przykro. To w sumie tak jakbyś na własne życzenie tracił rodzinę... - Wyszeptałam. Nie chciałam by Alan kłócił się z rodziną z tak błahego powodu jakim jestem ja. Wiem jak to jest zostać samemu i nie chciałabym by chłopak wiedział jak to jest.
- Leen, daj spokój. Sam chcę kierować swoim życiem. Poza tym jestem pewien, że i Ginna i Vincent w końcu pogodzą się z moją decyzją. - Powiedział. Skinęłam głową w zamyśleniu. Mam nadzieję, że tak naprawdę było i będzie.
- Pójdę się umyć i przebrać. Wcześniej Ginna... - Zawiesiłam się, wypowiadając imię dziewczyny. - ...Pożyczyła mi kilka czystych ciuchów. Wydaje mi się, że powinieneś iść do niej i z nią porozmawiać. Nie jest złą osobą i myślę, że ona zasługuje na jakiekolwiek wyjaśnienie. - Powiedziałam, podnosząc się i stając na podłodze.
- Tak, masz rację. Pójdę z nią porozmawiać. - Westchnął i skinął głową. Zabrałam ubrania i ruszyłam do łazienki. Zamknęłam drzwi i rozebrałam się, po czym weszłam pod prysznic. Ustawiłam wodę na najzimniejszą, jaka mogła być i mimowolnie się wzdrygnęłam, gdy lodowate krople wody zetknęły się z moją ciepłą skórą. Zdecydowanie potrzebowałam teraz pomyśleć. Narobiło się trochę bałaganu. Kiedy wreszcie zostałam sama ze sobą, stanęło przede mną najtrudniejsze pytanie. "Co dalej?".
- No właśnie, co dalej? - Wymamrotałam sama do siebie. Wychodząc, wytarłam się puszystym ręcznikiem i zaczęłam przeglądać pożyczone ubrania. Była to biała tunika na cieniutkich ramiączkach z odkrytymi plecami i czarne legginsy. Ubrałam się i wysuszyłam włosy, po czym je rozczesałam. Wyglądałam nawet ładnie. Poza tym tunika odsłaniała moje tatuaże. Wyszłam z łazienki i wróciłam do salonu. Alan siedział na kanapie.
- Rozmawiałeś z Ginną? - Zapytałam, podchodząc do niego od tyłu.
- Tak. - Powiedział. - To była... Dość trudna rozmowa. Nie obrazisz się, jeśli powiem, że nie mam ochoty o tym rozmawiać? - Zapytał.
- Nie, w porządku. - Powiedziałam speszona. Najwyraźniej Ginna przyjęła to wszystko gorzej niż myślałam. Usiadłam obok Alana po jego lewej stronie, a ten zaczął lustrować mnie wzrokiem. Jego spojrzenie zatrzymało się na moim prawym ramieniu.
- Masz tatuaż? - Zapytał zaskoczony. Alan przejechał palcami po tatuażu. Przedstawiał on kruka zrobionego z metalu, zębatek i tym podobnych rzeczy, przez którego żebra widać było ludzkie serce. - Co znaczy? - Zapytał.
- Ten kruk to w pewnym sensie ja. Oznacza to, że gdzieś w tej pustej maszynie jednak bije serce, które jeszcze nie umarło. - Powiedziałam. Mówienie o tym, co znaczyły moje tatuaże było krępujące bardziej niż się spodziewałam. Zapewne ludzie nie mówią takich rzeczy o swoich tatuażach.
- A ten na twoich plecach? - Zapytał, delikatnie odkręcając mnie tak, by mógł dobrze widzieć moje plecy. - To runy? - Dotknął delikatnie tatuażu.
- Tak. Ta pierwsza prosta kreska to Isaz, która oznacza opanowanie. Kolejna, zgodnie z ruchem wskazówek zegara, to Laguz, która oznacza odporność. Następna to Ingwaz, która oznacza cierpliwość, a ta ostatnia to Thurisaz, oznaczająca niezłomność. - Wyjaśniłam.
- Rozumiem. - Szepnął, głaszcząc mnie po plecach. Mimowolnie odprężyłam się pod jego dotykiem.
- Alan, chciałabym wrócić do domu i zobaczyć ile rzeczy zostało zniszczonych. Mój dom... On... On jest dla mnie bardzo ważny... - Wyszeptałam, starając się powstrzymać łzy. Prawda była taka, że nigdy nie miałam własnego kąta. Gdy w końcu opuściłam dom dziecka i się usamodzielniłam, kupiłam moje pierwsze mieszkanie. Specjalnie zbierałam pieniądze na jakieś większe i w końcu kupiłam to, które mam teraz, z trzema sypialniami. Postanowiłam, że jeśli już kupuję dom to powinien on być większy by wystarczył dla więcej niż jednej osoby, tak w razie czego. Prawda była taka, że niezwykle szybko przywiązałam się do mojego mieszkania i nie chciałam go zostawiać. Mam nadzieję, że Alan to zrozumie.
- Dobrze. Pojedziemy po południu. - Powiedział, głaszcząc mnie po włosach. Odruchowo przytuliłam się do Alana.
- Naprawdę nie chcę zostawiać swojego domu. - Powiedziałam, tuląc się do Alana.

< Alan? >

środa, 13 czerwca 2018

Od Rayan'a CD Natasha

Wymieniliśmy kilka słów. Byłem ciekaw czegoś więcej o tej łowczyni. Azero miała rację ostatnimi czasy zjeżdża się tu coraz więcej łowców. I jeszcze te ostrzeżenie. Patrzyłem za ciemnowłosą która szybkim krokiem oddalała się nie oglądając za siebie. Może to i dobrze.  Jednak ciężko było mi w to wszystko uwierzyć.
Jeszcze chwile patrzyłem w ślad za nią starając się zapamiętać jej zapach po czym wsadziłem słuchawki do uszu i ruszyłem w przeciwną stronę.
~Gdzie jesteś? ~ usłyszałem głos Joseph'a. Odciął mnie od watahy jakiś czas temu więc jego głos był tak niespodziewany że aż przystałem ~ musimy pogadać 
Przed oczami pojawił mi się obraz jakiejś kawiarni. Nie musiałem tam być by wiedzieć gdzie to jest. Tak działa więź między watahą. Nie wiedząc o co może chodzić ruszyłem  w stronę kawiarni.
Wszedłem do kawiarni dziękując losowi że alfa chce się ze mną widzieć w miejscu publicznym.
- Czego? - spytałem siadając na przeciwko swojego alfy
- O to - przesunął w moją stronę złożoną kartkę. Rozłożyłem ją natychmiast i wpatrzyłem się w zdanie napisane na kartce. Dokładnie te samo które sam otrzymałem dziś rano
- Nie rozumiem - wyznałem odkładając kartkę na stół
- Ja również. - przyznał - dostałem to dziś rano. Sądzę że ma to związek z tobą zastanawiam się tylko czy jesteś osobą która mnie ostrzega czy osobą która mi zagraża?
- Nie mam z tym nic wspólnego. Nie wiem kto ci zagraża ani kto cie ostrzega.
Joseph jeszcze chwile lustrował mnie wzrokiem po czym wstał i wyszedł z kawiarni. Westchnąłem i rozejrzałem się po sali. W kawiarni było sporo ludzi ale moją uwagę przykuła czarnowłosa łowczyni której zapach starałem się zapamiętać. Obserwowałem ją chwilę lecz nie byłem jedyną osobą która nie spuszczała z niej wzroku. Przyjrzałem się chłopakowi siedzącemu w kącie sali. Nie miałem wątpliwości że był likanem. Lecz na pewno nie należał do żadnej z trzech watah w Las Vegas. Zastanawiało mnie czy jest samotnikiem czy będziemy mieli kolejną wojnę terytorialną. Kiedy łowczyni ruszyła do wyjścia. Obcy likan również się podniósł. Nie miałem wątpliwości że któreś z nich zginie. Mogłem udać że nic nie widzę ale...
Wstałem i podszedłem do dziewczyny chwytając ja za ramię. Czułem wzrok likana wwiercający mi się w plecy. Nim się zorientowałem zostałem przygwożdżony do ściany. O dziwo dziewczyna była dość silna.
-Êtes-vous anormal?! - Wrzasnęła chyba po francusku lecz właściwie nic nie rozumiałem  -Śledziłeś mnie?! - Warknęła
- Co? Nie - odparłem odraz - Natasha? - dopytałem, choć doskonale pamiętałem jej imię
- Tak - przytaknęła i odsunęła się ode mnie
- Słyszałem jak grasz, a teraz spotkałem cie przypadkiem więc pomyślałem że może zaprowadzę cię do mojego znajomego - skłamałem - ma knajpę ostatnio pokłócił się z liderem zespołu który u niego grał może poratowała byś go? - to właściwie nie było kłamstwem. David naprawdę szukał kogoś kto przyciągał by mu tłumy do knajpy.
< Natasha?> 

wtorek, 12 czerwca 2018

Od Azero CD Rayan

Wypowiedź Rayana zaskoczyła mnie na tyle, że przez dłuższy czas wpatrywałam się w niego ze zdziwieniem w oczach.
- Jak to uznali cię za zdrajcę? Jeśli chodziło o tamtą akcję to sama się dowiedziałam i razem z resztą to powstrzymaliśmy.
Nic z tego nie rozumiałam.
- Eh nieważne, teraz to bez znaczenia.
- Jak to bez znaczenia? Z tego co wiem wataha powinna być jak rodzina, prawda? Zatem zbieraj się idziemy coś wykombinować przystojniaku.
Rayan spojrzał na mnie zdezorientowany, gdy nagle odwrócił się w stronę drzwi.
- Co jest?
- Ktoś tu idzie, nie jest sam.
No to pięknie. Chyba będę musiała zmienić mieszkanie. Po chwili oczekiwania drzwi zostały wyważone i wpadł przez nie przemieniony wilkołak. Za nim wbiegła dwójka kolejnych tym razem w ludzkiej postaci.
- Czemu nie powiedziałeś, że organizujemy imprezę? To raczej twoi znajomi.
Uśmiechnęłam się zadziornie i przypatrywałam ruchom niespodziewanych gości.
- No proszę, zadajemy się z demonem, zdrajco?
Wilkołaczyca skierowała swoją wypowiedź do Rayana, który był gotowy na wszelki atak z ich strony.
- Ej dobra, matka nie nauczyła was pukać? Spadać stąd, ale już, nikt was nie zapraszał. - zakrzyknęłam w stronę trójki likanów nieco wkurzona całą sytuacją.
Nie był to chyba dobry pomysł gdyż prawie natychmiast wszyscy rzucili się na nas z pazurami. Ominęłam jednego z nich i wyciągnęłam z szafki obok sztylet ze srebra.
- Zapraszam chętnych!
Uśmiechałam się tak jak dziecko dostające wymarzoną zabawkę. Ruszyłam na jednego z wilkołaków próbując trafić go sztyletem co okazało się niezbyt trudne. Niestety średnio przewidziałam trzeciego z nich, który przejechał mi pazurami po plecach. Na szczęście poczułam tylko delikatne szczypanie, więc odwróciłam się i z pół obrotu wykopałam likana za okno.
- Ups. Chyba tego nie przeżył.
Zaśmiałam się i sprawdziłam szybko jak radzi sobie Rayan. Brunet przemieniony w wilka gryzł się nawzajem z przeciwnikiem. Oboje byli trochę zmęczeni, jednak problem polegał na tym że Rayan przed chwilą walczył z dwoma przeciwnikami. Zawsze jednak muszę nie mieć szczęścia i oberwałam dość grubą książką w głowę. Nie należało to do przyjemnych. Przed oczami pojawiały mi się delikatne mroczki, jednak starałam się nie dać i walczyć dalej. Ostatkiem sił wbiłam sztylet w bok tego, który zniszczył moją własność na mojej głowie i pociagnęłam wzdłuż jego boku. Spojrzałam w stronę Rayana, który prawdopodobnie oberwał równie mocno jak ja. Po chwili nie widziałam niczego oprócz przyjemnej ciemności.

***

Obudziłam się w dość ciemnym miejscu, wyglądało na piwnice. Zamrugałam oczami by szybciej wyostrzyć obraz i rozejrzałam się wokół. Niedaleko mnie o ścianę opierał się Rayan z prawdopodobnie srebrnym łańcuchem wokół nadgarstków.
- Cześć Rayan, fajną piwnice macie.
Brunet spojrzał w moją stronę z idiotycznym wyrazem twarzy. No tak, raczej srebro wokół nadgarstków do przyjemnych nie należy.
- Co teraz?
- Nic, pewnie nas zabiją.
- Miałeś na myśli siebie, co nie? W końcu nie sądzę żeby znali egzorcyzmy. Nie mam zamiaru ich ponownie przechodzić.
Wyczułam na sobie pytający wzrok Rayana. Nie przepadam za mówieniem o moich przeżyciach, ale skoro mamy tu siedzieć nie wiadomo ile to czemu nie.
- Dobra, jesteś jedną z nielicznych osób, którym to powiem... Kiedyś złapali mnie łowcy i chcieli odesłać do piekła. Niezbyt przyjemne uczucie, być już częściowo po tamtej stronie. W ostatniej chwili wpadło kilkanaście najlepszych demonów wraz z Felixem i mnie z tego wyciągnęli.
- Rozumiem...
- No ale zapomnijmy o tym, jak planujemy się stąd wydostać?

<Rayan?>