Osobiście nigdy nie rozmawiałem z Zhavi'ą wiedziałem oczywiście że należy do łowców Las Vegas, wiedziałem jak wygląda. Lecz na tym moja wiedza o dziewczynie się kończyła. Była jak jedna wielka zagadka. Więc kiedy zobaczyłem ją w sali treningowej było oczywiste że spróbuje poznać dziewczynę. Są chwilę że lepiej jest nie wiedzieć ale za dużo niewiadomych w tym fachu prowadzi do śmierci.
Kiedy rzuciła mi kij złapałem go nie mal odruchowo. Czy chciałem z nią trenować? Miałem ogromnie dużo roboty, no i obiecałem Leen że spędzę dziś z nią trochę czasu. Nie chciałem by uznała że mam ją gdzieś. I tak zbyt często kłócimy się o coś co jeszcze się nie wydarzyło.
Musiałem przyznać Zhavi'a potrafiła o siebie zadbać. Walka z dziewczyną przypominała mi nasze treningi z Ginną. Nigdy nie przyznałem się do tego nawet przed samym sobą ale brakowało mi jej. Lecz nigdy nie chciałem cofnąć czasu. Gdybym miał wybierać jeszcze raz, dokonał bym tego samego wyboru. Straciłem poczucie czasu, zatracając się w parowaniem ciosów. Kiedy wyczułem obecność istoty ciemności. Ciężko miałem zlokalizować czym była istota. Właśnie tą dezorientację wykorzystała dziewczyna powalając mnie na ziemię. Po czym wstała i podbiegła do dziewczyny... istoty którą musiałem wyczuć. Zhavi'a objęła hybrydę wilkołaka częściowo wymienioną i wyprowadziła ją z sali.
Chwilka... Naprawdę nie wiedziałem co o tym myśleć. Słyszałem o hybrydach, nawet kilka widziałem, ale żeby jedna hybryda od tak chodziła po terenie łowcy. I żeby łowca traktował ową hybrydę jak młodszą siostrę. No ludzie czy nie powinno być tak że Zhavi'a podchodzi zabijając hybrydę? Najwidoczniej tu w Vegas mają inne zwyczaje niż my w Chicago. Lekko zdezorientowany patrzyłem w ślad za łowczynią i hybrydą. Dopiero kiedy zniknęły za drzwiami dotarło do mnie że nadal siedzę na podłodze i wpatruje się w drzwi. Podniosłem się otrzepując ubrania. Chyba należą mi się wyjaśnienia.
Ruszyłem przed siebie w poszukiwaniu Zhavi i znalazłem ją chwilę później w korytarzu. Korytarz nie był jakoś bardzo przestrzenny więc ustałem na środku by nie mogła mnie wyminąć. Już otwierałem usta by się odezwać kiedy dziewczyna spiorunowała mnie wzrokiem i popchnęła mnie przechodząc obok. Dziewczyna była serio dziwna.
Po raz drugi tego dnia patrzyłem za dziewczyną nie wiedząc co myśleć.
Wyjąłem z kieszeni paczkę fajek zapalając jedną od płomyka z palca wskazującego. Zaciągając się dymem ruszyłem w stronę biblioteki. Przyszedłem tu przecież w celu znalezienia czegoś o naszym drogim bożku... Geras'ie przypominałem sobie imię greckiego boga. Sięgnąłem kilka ksiąg w których mogłem coś znaleźć i położyłem tomy na zakurzonym stoliku. Ja wiem że w tym domu nikt nie mieszka, spotykamy się tu tylko w kryzysowych sytuacjach ale naprawdę nie mógł by ktoś tu posprzątać? Na przykład Pan Wspaniały Roth?
- Al? - usłyszałem za plecami, odkręciłem się na krześle. Patrząc prosto na Raven naprawdę dawno jej nie widziałem.
- Trochę się nie widzieliśmy - przywitałem się na powrót wracając do ksiąg.
- Czego szukasz? - spytała przysiadając na stoliku
- A ty nie masz lepszych zajęć? - spytałem, patrząc jej prosto w oczy - na przykład wysłuchiwanie Roth'a albo może zajęciem się hybrydą która od tak łazi ci po domu? - starałem się naprawdę starałem się by to mnie obeszło. A jednak czułem się urażony że nie udało mi się tego ukryć. Skoro jestem tu z nimi, narażam życie na równo z nimi to czemu do cholery nic mi nie mówią.
- Byłeś w Chicago - zaczęła - nie było kiedy pogadać
- Wróciłem trzy tygodnie temu a ty mówisz mi że nie było kiedy pogadać. - fuknąłem, zamykając księgę na której i tak nie mogłem się skupić. Wzbijając tumany kurzu od którego kręciło się w nosie.
- Idę do Zhavi i Serafiny
- Serafiny? - dopytałem
- Tak hybryda ma swoje imię. - wypaliła Raven wstając - choć postaramy ci się wszystko wyjaśnić.
Rzuciłem ostatnie spojrzenie na księgi i ruszyłem z Raven. Ciemnowłosa jak na gospodynie przystało doskonale wiedziała gdzie ma iść. Lecz nie odezwała się ani słowem. Stanęła przed drzwiami i otworzyła je pewnym ruchem. Pokój wyglądał jak po przejściu huraganu. Albo jak miejsce gdzie ktoś pałał się magią która wymknęła mu się spod kontroli. Ten bałagan nie wyglądał jak bałagan zrobiony przez niekontrolującego się wilkołaka. A w kącie tego wszystkiego siedziała Serafina. W milczeniu patrzyłem jak łowczyni przytula spanikowaną hybrydę.
- Dobra powie mi ktoś o co tu chodzi? - spytałem wreszcie wyjmując następnego papierosa.
< Zhavia? >
6.12.2018
4.12.2018
GRA Od Sam do Rayan'a
To było przerażające. Wszystko stało się tak nagle. Najpierw ta dziwna energia z rana, która przeszła przez miasto. To mogło znaczyć tylko jedno- Sabat Ofiarny. Chyba nikogo nie zdziwiło ,że ukazał się w Halloween. Pospiesznie się ubrałam i stanęłam przed lustrem czesząc się. Na tafli szkła pojawiły się czerwone litery.
,,Ani mi się wasz w to wtrącać, będę za 10 minut masz być w swoim pokoju"
Wiadomość od siostry sprawiła ,że równo po 2 minutach wybiegłam z domu i w ostatniej chwili wsiadłam do metra z telefonem przy uchu. W jak najszybszym czasie dostałam się do ,,zamku" Blackwoodów, w którym jak mówiła Raven , czekali na mnie bliźniacy i... Erika. Okazało się ,że kiedy tu jechałam rudowłosa znalazła zwłoki. Trup leżał w salonie. I no cóż , nie wyglądał najlepiej. Jak się okazało był to wampir. Całe jego ciało pokrywały znaki, musiały zostać wyryte ostrzem, a trucizna sprawiła ,że rany po czarniały. Na ten widok serce zaczęło mi szaleć, a w głowie mi zawirowało. Widziałam te znaki, znałam je. Oczy zaszły mi łzami.
-musiał tam leżeć dobrych parę godzin- wtrąciła Erika. Przecząco pokręciłam głową.
- Wybacz Sam ale Erika ma racje, ile trupów w swoim życiu widziałaś?- poparł ją Roth, który odkąd przyjechałam dziwnie patrzył na dziewczynę, sprawiał wrażenie jakby jej obecność mu nie była na rękę i najchętniej by się stąd wyrwał, jednak cały czas się przy niej kręcił.
Uklękłam przy nieżywym i lekko dotknęłam jednego ze znaku, jednak szybko cofnęłam rękę, czując w niej przeszywający ból, kiedy spojrzałam na dłoń okazało się ,że na palcach mam...popiół.
-Jest tutaj?- spytałam cicho Roth'a. nie wyczuwałam obecności.
-Nie -odparł wyraźnie podirytowany, w końcu jego dar by nam w tym momencie bardzo pomógł.
-Wiesz co to za znaki?- spytała Raven, odkąd przyjechałam odezwała się pierwszy raz. Skinęłam tylko głową i podpaliłam pęk ziół , który wyjęłam z torby, okadzając ciało. -A więc? I kiedy został zabity? Sam odpowiadaj na pytania!
Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie.
-Niecałą godzinę temu,- odparłam.
-To nie możliwe....
-Możliwe- przerwałam Roth'owi- ma przyśpieszony proces rozkładu. Za kilka godzin to zostanie z niego kupka popiołu- wyjaśniłam najspokojniej jak umiałam. Niestety przeszłość mnie dopadła i porywała w swe objęcia.
-Znaki- wtrąciła podirytowana Raven.
- Po co ktoś nałożył ten czar?-spytał Roth- no i kto?
- To raczej efekt uboczny znaków, dodatkowo ktoś może nie chciał aby został znaleziony, naprawdę nie mam pojęci.
-A więc kto?- syknęła Raven ale nim odpowiedziałam rozdzwonił się jej telefon który odebrała.
-Sabat ofiarny-odparłam ale raczej każdy się tego spodziewał, Raven tylko skinęła na znak ,że usłyszała i gdzieś poszła.
-A co to za znaki?
-nie mam pojęcia...
-Ale widziałaś już je?
-Niestety tak. Nie wiem co oznaczają i co dają. Ale to jakiś rytuał. Znaki nie są do końca czarownic. Muszą pochodzić z pierwszych ksiąg, które demony wręczyły czarownicom.
-A nie wspominałaś przypadkiem że zostały zniszczone.
-Najwidoczniej nie wszystkie, czarownice od wieków ich szukają, a może znalazły inny sposób.
-Gdzie je widziałaś?
-moja matka.....- zaczęłam ale huk drzwi mi przerwał.
-Kazałam ci zostać w domu- usłyszałam przeuroczy głos mojej siostry, jak ona w ogóle mnie tu znalazłam - nie mieszaj się w to , nie wystarczy ci to co się stało z naszą matką? To nie nasz problem, niech łowcy się tym zajmą.
-Sabat ofiarny jest naszym problemem , zresztą widziałaś te znaki, matka musiała je skądś wziąć, ona je znała.
-ona przez nie zginęła....
Zapadła cicha. Chyba pierwszy raz zabrakło mi słów.
-Sam, proszę...
I w tym momencie wróciła Raven
-Azero znalazła kolejnego, zaraz tu będzie- oznajmiła i zdziwiona zerknęła na Henriette, jednak niczego więcej nie powiedziała.
-Musimy im pomóc- powiedziałam cicho. Siostra westchnęła tylko i machnęła z pełną gracją ręką. Zwłoki uniosły się. Buteleczka którą wyjęłam otworzyła się a jej zawartość wyleciała i otoczyła ciało. Henrietta cicho coś mruknęła pod nosem i opuściła dłoń.
-Zabezpieczone- oznajmiła
-To dobrze, zaraz będzie kolejne.
Zhavia, Alex i Serafina gdzieś pojechały. A ja wdałam się w cicho dyskusje z siostrą. W końcu i tak wyszło na moim.
-Pojedziemy z Henriettą do domu- oznajmiłam Raven- znaczy tam gdzie kiedyś mieszkałyśmy. Pokręcimy się tam trochę ,poszukamy, może znajdziemy coś co matka próbowała ukryć albo wręcz przeciwnie.
Raven skinęła tylko głową, a kiedy odchodziłam zawołała za mną.
-Niech Nik was tam przeniesie nie mamy czasu. Weście kogo wam trzeba i wróćcie jak najszybciej.
Skinęłam głową, Henrietta szybko sporządziła kadzidło które ochroni nas przed obcą mocą. W tym przypadku Nik'a.
-Możemy podskoczyć do Polski, może znajdziemy coś o sabacie z Łysej Góry- powiedziałam cicho do Henrietty
-Nie bądź nie mądra, sabat z Łysej Góry nigdy nie istniał, w bajki wierzysz?
* Historia czarownic
(napisano: 17.11.2018 /edytowane : 04.12.2018/edytowane:06.12.2018
czas następnego: 13.12.2018)
,,Ani mi się wasz w to wtrącać, będę za 10 minut masz być w swoim pokoju"
Wiadomość od siostry sprawiła ,że równo po 2 minutach wybiegłam z domu i w ostatniej chwili wsiadłam do metra z telefonem przy uchu. W jak najszybszym czasie dostałam się do ,,zamku" Blackwoodów, w którym jak mówiła Raven , czekali na mnie bliźniacy i... Erika. Okazało się ,że kiedy tu jechałam rudowłosa znalazła zwłoki. Trup leżał w salonie. I no cóż , nie wyglądał najlepiej. Jak się okazało był to wampir. Całe jego ciało pokrywały znaki, musiały zostać wyryte ostrzem, a trucizna sprawiła ,że rany po czarniały. Na ten widok serce zaczęło mi szaleć, a w głowie mi zawirowało. Widziałam te znaki, znałam je. Oczy zaszły mi łzami.
-musiał tam leżeć dobrych parę godzin- wtrąciła Erika. Przecząco pokręciłam głową.
- Wybacz Sam ale Erika ma racje, ile trupów w swoim życiu widziałaś?- poparł ją Roth, który odkąd przyjechałam dziwnie patrzył na dziewczynę, sprawiał wrażenie jakby jej obecność mu nie była na rękę i najchętniej by się stąd wyrwał, jednak cały czas się przy niej kręcił.
Uklękłam przy nieżywym i lekko dotknęłam jednego ze znaku, jednak szybko cofnęłam rękę, czując w niej przeszywający ból, kiedy spojrzałam na dłoń okazało się ,że na palcach mam...popiół.
-Jest tutaj?- spytałam cicho Roth'a. nie wyczuwałam obecności.
-Nie -odparł wyraźnie podirytowany, w końcu jego dar by nam w tym momencie bardzo pomógł.
-Wiesz co to za znaki?- spytała Raven, odkąd przyjechałam odezwała się pierwszy raz. Skinęłam tylko głową i podpaliłam pęk ziół , który wyjęłam z torby, okadzając ciało. -A więc? I kiedy został zabity? Sam odpowiadaj na pytania!
Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie.
-Niecałą godzinę temu,- odparłam.
-To nie możliwe....
-Możliwe- przerwałam Roth'owi- ma przyśpieszony proces rozkładu. Za kilka godzin to zostanie z niego kupka popiołu- wyjaśniłam najspokojniej jak umiałam. Niestety przeszłość mnie dopadła i porywała w swe objęcia.
-Znaki- wtrąciła podirytowana Raven.
- Po co ktoś nałożył ten czar?-spytał Roth- no i kto?
- To raczej efekt uboczny znaków, dodatkowo ktoś może nie chciał aby został znaleziony, naprawdę nie mam pojęci.
-A więc kto?- syknęła Raven ale nim odpowiedziałam rozdzwonił się jej telefon który odebrała.
-Sabat ofiarny-odparłam ale raczej każdy się tego spodziewał, Raven tylko skinęła na znak ,że usłyszała i gdzieś poszła.
-A co to za znaki?
-nie mam pojęcia...
-Ale widziałaś już je?
-Niestety tak. Nie wiem co oznaczają i co dają. Ale to jakiś rytuał. Znaki nie są do końca czarownic. Muszą pochodzić z pierwszych ksiąg, które demony wręczyły czarownicom.
-A nie wspominałaś przypadkiem że zostały zniszczone.
-Najwidoczniej nie wszystkie, czarownice od wieków ich szukają, a może znalazły inny sposób.
-Gdzie je widziałaś?
-moja matka.....- zaczęłam ale huk drzwi mi przerwał.
-Kazałam ci zostać w domu- usłyszałam przeuroczy głos mojej siostry, jak ona w ogóle mnie tu znalazłam - nie mieszaj się w to , nie wystarczy ci to co się stało z naszą matką? To nie nasz problem, niech łowcy się tym zajmą.
-Sabat ofiarny jest naszym problemem , zresztą widziałaś te znaki, matka musiała je skądś wziąć, ona je znała.
-ona przez nie zginęła....
Zapadła cicha. Chyba pierwszy raz zabrakło mi słów.
-Sam, proszę...
I w tym momencie wróciła Raven
-Azero znalazła kolejnego, zaraz tu będzie- oznajmiła i zdziwiona zerknęła na Henriette, jednak niczego więcej nie powiedziała.
-Musimy im pomóc- powiedziałam cicho. Siostra westchnęła tylko i machnęła z pełną gracją ręką. Zwłoki uniosły się. Buteleczka którą wyjęłam otworzyła się a jej zawartość wyleciała i otoczyła ciało. Henrietta cicho coś mruknęła pod nosem i opuściła dłoń.
-Zabezpieczone- oznajmiła
-To dobrze, zaraz będzie kolejne.
***
W taki sposób minęły nam kolejne godziny co chwila ktoś dochodził i doręczał nowe zwłoki, nie długo nie będzie gdzie ich trzymać. Dotarli już chyba wszyscy. I stała się rzecz najdziwniejsza. sabat Ofiarny się ujawnił i przekazał wiadomość. ,,Będzie jeszcze 20 ofiar, zanim skończą składać ofiary". Czemu to zrobili ,czyżby w coś z nami grali? Raven byłą już na granicy wytrzymałości.Zhavia, Alex i Serafina gdzieś pojechały. A ja wdałam się w cicho dyskusje z siostrą. W końcu i tak wyszło na moim.
-Pojedziemy z Henriettą do domu- oznajmiłam Raven- znaczy tam gdzie kiedyś mieszkałyśmy. Pokręcimy się tam trochę ,poszukamy, może znajdziemy coś co matka próbowała ukryć albo wręcz przeciwnie.
Raven skinęła tylko głową, a kiedy odchodziłam zawołała za mną.
-Niech Nik was tam przeniesie nie mamy czasu. Weście kogo wam trzeba i wróćcie jak najszybciej.
Skinęłam głową, Henrietta szybko sporządziła kadzidło które ochroni nas przed obcą mocą. W tym przypadku Nik'a.
-Możemy podskoczyć do Polski, może znajdziemy coś o sabacie z Łysej Góry- powiedziałam cicho do Henrietty
-Nie bądź nie mądra, sabat z Łysej Góry nigdy nie istniał, w bajki wierzysz?
***
Wzięliśmy ze sobą Azero, Noemi i Gabbi'ego . Chciałam jeszcze zabrać Alana. Ale chyba lepiej będzie jeśli łowcy nie będą się rozdzielać to chyba oni są głównym celem.* Historia czarownic
(napisano: 17.11.2018 /edytowane : 04.12.2018/edytowane:06.12.2018
czas następnego: 13.12.2018)
3.12.2018
Od Zhavi cd Alana
- Nie mogę spać. - wyznałam. Co było zresztą prawda. Wzięłam drewniany kij i mu rzuciłam. Co złapał niemal od razu. Związałam mocniej włosy, a tuż po tym moja bransoletka zmieniła się w kij. Stanęłam naprzeciw niego, zachęcając go do walki. Jakoś nie był tym, zachwycony.
- Czyżby Alanik cykor. - prychnęłam. Chłopak zareagował. Doszło do potyczki.
Raz ja, raz on wygrywał. W końcu ktoś nam przeszkodził. Zrobiłam wielkie oczy, gdy pojawiła się Serafina, na pół przemieniona.
Powaliłam go na ziemię. Po czym na nowo ma bransoletka była sobą. Podeszłam do Serafiny i pomogłam jej doczłapać się do pokoju. Muszę szybko zlokalizować Raven. Wyszłam z pokoju i pobiegłam jej poszukać, jednakże wtedy wpadłam na Alana. Chciałam, a przynajmniej próbowałam go wyminąć, co mu się pewnie wcześniejsza sytuacja nie spodobała. Nie miałam, teraz na niego czasu. Popchnęłam go i spojrzałam się na niego ozięble.
Raven znalazłam z bratem i kilkoma innymi osobami.
Podeszłam do niej i poprosiłam na chwilę.
- Co jest? - spytała.
- Serafina, źle z nią. - powiedziałam.
- Dobrze to idź do niej, ja zaraz przyjdę. - powiedziała. Kiwnęłam głowa i poszłam od razu do pokoju. Zastałam ja w rogu pokoju. Cały był zniszczony. Podeszłam do niej, a ona spojrzała na mnie swoim wilczym, jak i zwykłym okiem.
- Serafina chodź do mnie. Wszystko będzie dobrze, pomożemy Ci. - powiedziałam. Serafina powoli podeszła do mnie, po czym powoli ja objęłam.
- Jestem. - zawołała dziewczyna. Spojrzałam w stronę wejścia do pokoju, kto się pojawił. Była to Raven, ale nie była sama. Był z nią Alan. Chciałam coś powiedzieć, po czym zignorowałam to i pogłaskałam powoli Serafi po głowie, by ją nieco uspokoić.
Alan?
- Czyżby Alanik cykor. - prychnęłam. Chłopak zareagował. Doszło do potyczki.
Raz ja, raz on wygrywał. W końcu ktoś nam przeszkodził. Zrobiłam wielkie oczy, gdy pojawiła się Serafina, na pół przemieniona.
Powaliłam go na ziemię. Po czym na nowo ma bransoletka była sobą. Podeszłam do Serafiny i pomogłam jej doczłapać się do pokoju. Muszę szybko zlokalizować Raven. Wyszłam z pokoju i pobiegłam jej poszukać, jednakże wtedy wpadłam na Alana. Chciałam, a przynajmniej próbowałam go wyminąć, co mu się pewnie wcześniejsza sytuacja nie spodobała. Nie miałam, teraz na niego czasu. Popchnęłam go i spojrzałam się na niego ozięble.
Raven znalazłam z bratem i kilkoma innymi osobami.
Podeszłam do niej i poprosiłam na chwilę.
- Co jest? - spytała.
- Serafina, źle z nią. - powiedziałam.
- Dobrze to idź do niej, ja zaraz przyjdę. - powiedziała. Kiwnęłam głowa i poszłam od razu do pokoju. Zastałam ja w rogu pokoju. Cały był zniszczony. Podeszłam do niej, a ona spojrzała na mnie swoim wilczym, jak i zwykłym okiem.
- Serafina chodź do mnie. Wszystko będzie dobrze, pomożemy Ci. - powiedziałam. Serafina powoli podeszła do mnie, po czym powoli ja objęłam.
- Jestem. - zawołała dziewczyna. Spojrzałam w stronę wejścia do pokoju, kto się pojawił. Była to Raven, ale nie była sama. Był z nią Alan. Chciałam coś powiedzieć, po czym zignorowałam to i pogłaskałam powoli Serafi po głowie, by ją nieco uspokoić.
Alan?
Subskrybuj:
Posty (Atom)